sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 14

Siedząc obok niego, patrząc na podnoszącą się klatkę piersiową odetchnęłam z ulgą, to był zastrzyk leczniczy na mój umysł. Otarłam łzy, szczęścia i smutku które zlały się w całość. Urządzenia obok niego cicho pikały przez co wiedziałam że nic złego się nie działo.

Nie miałam pojęcia ile tam siedziałam i przez ile miałam zamiar tam być. Musiałam naprawdę otrząsnąć się po tym wszystkim. To działo się za szybko.

- Co pani tu robi? - Do sali weszła wysoka brunetka w białym stroju. Przestraszona podniosłam się z miejsca patrząc na nią.

- Ja... - Przygryzłam wargę. Spojrzała na mnie zadziwiająco wesołym wzrokiem. Podeszła do Jasona, sprawdzając jego kartę która była położona poza granicami mojego wzroku.

- Jesteś z rodziny? - Spytała nie odrywając wzroku od kartek posklejanych zszywaczem.

- Nie - Przełknęłam ślinę powoli siadając ponownie na krześle.

- Dziewczyna? - Spytała ale nie dane mi było odpowiedzieć ponieważ drzwi sali gwałtownie się otworzyły.

- Tutaj jesteś - Wydyszał chłopak. Zrobił kilka kroków po czym uwięził mnie w uścisku. Od razu poczułam jego mocne perfumy, zrobiło mi się słabo.

- Puść mnie - Warknęłam kładąc ręce na jego klatce piersiowej. Pielęgniarka przyglądała się tej sytuacji. Odsunął się na tyle że mogłam spokojnie oddychać.

- Za chwilę przyjdzie tu lekarz więc daje wam dosłownie kilka minut - Powiedziała kobieta po czym wyszła.

- Wszystko w porządku? - Odezwał się niemal natychmiast. Spojrzałam w stronę Jasona pociągając nosem.

- Mówiłam że tak

- Kto to? - Spytał znów przysuwając się do mnie, położył rękę na moim biodrze, zepchnęłam ją od razu.

- Kolega - Ruszyłam w stronę wyjścia. Chciałam jechać do domu, wziąć prysznic, ogarnąć się. Miałam zamiar zostawić w szpitalu swój numer telefonu by zadzwonić do mnie gdy coś polepszy się z Jasonem.

Wsiadłam do auta, po chwili już będąc w drodze do domu. Ian nie zasługiwał na to bym się do niego odzywała, dlatego też milczałam. Gdy tylko przekroczyłam próg domu od razu ruszyłam do pokoju po ciuchy następnie do łazienki.

Chciałam pozbyć się tych wszystkich myśli, chciałam żeby ten dzień po prostu ze mnie spłynął, ale jedna myśl po prostu nie dawała mi spokoju. Jakim cudem Jason żył skoro powiedziano mi że nikogo takiego nie uratowano? 


Justin's POV

Czuje cie, dotykasz moje ręki. 

Chciałem jej to powiedzieć, powiedzieć że jestem. Uczucie zawieszenia, sen z którego nie możesz sie obudzić, nikomu tego nie życzę. Nie byłem zupełnie pewny co się stało. 

Płakała, słyszałem ją cały czas. Próbowałem otworzyć oczy, poruszyć się, ale moje starania nic nie dały. Dosłownie chwile potem usłyszałem kolejny głos, również damski.

Jak to mogło się wszystko stać, jak mogłem nie zauważyć tego auta. Plułem sobie za to w twarz. Gdyby jeszcze jej się coś stało, nie wiem czy wytrzymałym sam ze sobą.

- Tutaj jesteś - Ktoś wszedł do sali. Mężczyzna. Chwile rozmawiali, niemal od razu wiedziałem że to jej chłopak. Ten który ją krzywdził.

Ogarnęła mnie nie mała złość i gdy tylko wyszli z sali słyszałem nieco głośniejsze pikanie jakiejś maszyny ustawionej zadziwiająco blisko mojego ucha.

Dawaj stary, uda ci się, obudź się.

Nie wiedziałem jak niby miałem tego dokonać ani czy są jakiekolwiek na to szanse, ale starałem się, wyobrażałem sobie jak otwieram oczy jak chwytam się wszystkiego co jest pod ręką byleby wydostać się z tego zawieszenia.

Jak jednak mogłem się domyślić niczego nie zdziałałem.

Spokojnie, poćwiczymy jeszcze...

______________________________

Wiem że krótki , przepraszam
Mam nadzieje że rozdział wam się spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <3

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 13

Notka pod rozdziałem, proszę 

Sky's POV

Jason...

Karambol, kilka samochód kompletnie zmasakrowanych. Nie mam pojęcia czy ci ludzie żyją, czy cierpią.. Nie obchodzą mnie inni ludzie.

Jason...muszę go znaleźć. NATYCHMIAST.

Jeszcze nie było policji, nie było karetki. To były chwile, chwile po tym zdarzeniu, zdarzeniu któe samo było chwilą, nieszczęsną sekundą nieuwagi. Czułam sie cholernie winna..bo byłam winna. Ominęło mnie to.

Głupi zawsze ma szczęście.

- Jason! - Szok opanował moje ciało, nie miałam pojęcia czy naprawdę krzyknęłam, czy to moje myśli próbują wyjść na światło dziennie. Krzyknęłam więc jeszcze raz i kolejny...

Cała, dotychczas spokojna i bezpieczna droga, zmieniła sie w scenerie śmierci. Krocząc naprzód trafiałam na miliony odłamków szkła jak i resztek samochodów. Chwile po tym przejazd przez drogę został zamknięty, rannymi zajęli sie ratownicy z trzech karetek. Coraz bardziej zatracałam sie w panice która mnie ogarnęła gdy zdałam sobie sprawę że do tej pory nie udało mi sie znaleźć Jasona. Nie uniknęłabym łez które spływały jak szalone po rozpalonych policzkach. Znalazłam w sobie resztki siły by pobiec w stronę funkcjonariuszy.

- Proszę mi pomóc - Wybełkotałam oplatając sie rękami wokół talii. Postawny mężczyzna, o kruczoczarnych włosach odwrócił sie w moją stronę.

- Jest pani ranna, potrzebny lekarz? - Podszedł natychmiast sprawdzając czy nie mam poważnych ran.

- Nic mi nie jest - wyszeptałam w jego twarz, patrzył mi prosto w oczy, chcąc jak najszybciej odczytać co sie dzieje.

- Mój kolega..on tam.. gdzieś jest - Kiwnęłam głową zachłystując sie powietrzem. Policjant westchnął.

- Każdy ocalały znajduje sie teraz w karetkach - Odszedł ode mnie o krok wskazując palcem zaparkowane niedaleko trzy ambulanse. Bez słowa ruszyłam w tamtym kierunku czując jak serce podchodzi mi do gardła. Telefon w tylnej kieszeni spodni zaczął nieznośnie wibrować. Nie odbierałam.

- Przepraszam - Starałam sie zwrócić uwagę ratowników, którzy kręcili sie z jednego miejsca na drugie, opatrywali rannych, podawali środki przeciw bólowe, jak i wykonywali telefony do najbliższych szpitali czy jest miejsce na nowych pacjentów.

W końcu podeszła do mnie kobieta, o ciemnej karnacji z wygoloną głową. Swoją opanowaną postawą budziła niezaufanie.

- Usiądź kochanie - Wskazała wyścielone białym prześcieradłem nosze, zakładając rękawiczki.

- Jestem cała..- wytłumaczyłam, ciągnąc dalej. Otarłam łzy przez które ledwo widziałam jej twarz.

- Szukam kogoś..Jason McCann, jest gdzieś tu? - Modliłam sie w duchu by jej odpowiedz zdjęła wielki kamień z mojego serca. Odwróciła sie do listy na której widniały przeróżne nazwiska..dużo nazwisk.

- Przykro mi, ale nikogo takiego nie udało sie wydostać z wypadku

Nie! 

Nie mogłam do końca życia żyć z przekonaniem że to przeze mnie ktoś zginął, nie mogłam..

Jason

O mój boże.. Nie wierze w to.

- Krwawisz - Z amoku wyrwała mnie ta sama pielęgniarka. Zdezorientowana powiodłam wzrokiem do swojej prawej nogi.

Szkło. 

Nie czułam bólu. Ogarnął mną strach, poczucie winy i rozpacz...to był Jason. Jason który na to nie zasłużył, chłopak który chciał sie ze mną zaprzyjaźnić..

- Musimy to zszyć, pojedziesz z nami do szpitala.

{godzinę później}

- Gotowe, musisz uważać na tą nogę, za dwa tygodnie przyjdź na zdjęcie szwów. - Lekarz powtórzył drugi raz gdyż za pierwszym razem byłam zupełnie odcięta od świata. Myśli zabijały, wiedziałam to na pewno. Bez zbędnego gadania wyszłam z sali. Jechać do domu? Jakiego domu, ja już nie mam domu. Nie mogę wrócić do domu, nie chce tam wracać. Chciałam zostać w szpitalu, przynajmniej do chwili kiedy emocjonalnie zacznę wracać do normalności.

 Już dawno całe to zdarzenie znalazło sie w lokalnych wiadomościach, każdy już wiedział, kobieta w ekranie zaczęła wymieniać imiona ocalałych, ruszyłam wzdłuż korytarza jak najdalej telewizora, nie chciałam dostać prawdą w twarz, nie chciałam upewnić sie w przekonaniu żę Jason naprawdę...nie żyje. Idąc korytarzem, wcale nie czułam sie lepiej, widziałam tych wszystkich płaczących i cierpiących ludzi. Musiałam coś zrobić, gdzieś uciec. Weszłam do windy. 2 piętro. Wyciągnęłam telefon, 26 nieodebranych połączeń od Iana..cudownie. Nie mogłam tak po prostu tego zignorować, musiałam usłyszeć głos kogoś znajomego zanim kompletnie zwariuje. Odebrał za drugim sygnałem. 

- Sky?! - Krzyknął krztusząc sie czymś. 

- Spokojnie - mruknęłam pociągając nosem. - Czego chcesz? 

- Słodki Jezu, w telewizji...wypadek, widziałem nasz samochód, naszą rejestracje, myślałem.. - Po jego głosie wiedziałam że przestraszył sie..bał sie o mnie, w sumie nie zdziwiło mnie to zbytnio. Nie chciałam go o nic prosić, nic od niego nie chciałam, ale nie miałam wyjścia. 

- Jestem cała...przyjedziesz po mnie? proszę.. skombinuj auto, zdaje sie że nasze tam zost... 

Nie wierze, nie wierze, nie wierze

Nie mówiąc nic więcej rozłączyłam sie.

To Jason, był tam, leżał w sali naprzeciwko mnie, nieprzytomny, posiniaczony, cały we krwi...ale żywy..

____________________________

Hejoo <3 
Od dzisiaj rozdziały będą pojawiać sie regularnie, obiecuje :* 

Co sobotę będzie nowy rozdział :)

Mam nadzieje że ten rozdział wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <3




środa, 18 marca 2015

Rozdział 12

Sky's POV
{przed spotkaniem}

Sukienka? Nie trzeba tracić czasu na dopasowanie odpowiednich spodni, bluzki, swetra..jeden prosty materiał na moim  ciele wystarczył. Uczesałam pokołtunione włosy, zmyłam rozmyty tusz z policzków i nałożyłam nowy na długie rzęsy. Starałam sie o tym nie myśleć, wyobrażenie sytuacji w której wypłakiwałam swoje smutki na ramieniu Jasona zdecydowanie mi w tym pomagała. Nie chciałam go w to mieszać, jest kolegą z pracy i do tego niezbyt przeze mnie lubianym.

Nie obchodziło mnie to że z każdym krokiem na dół czułam obecność Iana. Miałam wszystko gdzieś. Po całym domu roznosił sie tylko odgłos uderzania obcasami o panele. Chowając do torebki telefon i portfel miałam już zakładać płaszcz gdy zaskoczył mnie głos.

- Dokąd sie wybierasz? - Ton jego głosu był przestraszony, co jeszcze bardziej dodało mi odwagi. Odwróciłam sie z wymuszonym kpiącym uśmiechem.

- A obchodzi cie to? - Uniosłam brew. Włożyłam rękę w jeden rękaw, potem drugi. Parsknął.

- Oczywiście że tak, zawsze obchodziło i będzie obchodzić - Podszedł kilka kroków. Zatrzymałam go gestem reki. Nie chciałam mieć z nim żadnego kontaktu, wzrokowy i tak już doprowadzał mnie do szału.

- Ide cie zdradzić - Powiedziałam całkiem poważnie, choć w duchu śmiałam sie z jego parszywej, zdziwionej twarzy. Mimo jasnych znaków podszedł do mnie jeszcze bliżej, za blisko.

- Gdzie idziesz? - Jego ton sie zmienił. Zbyt oszołomiona nie mogłam go rozszyfrować.

- Słyszałeś - Wydusiłam, zaklinając że dawałam mu sie zmanipulować.

- No właśnie chyba sie przesłyszałem - Tym razem warknął, dokładnie to słyszałam mając jego usta blisko ucha. Przełknęłam ślinę. Zaśmiałam sie nerwowo, odchodząc odruchowo. Nie chciałam już wdawać sie w tą niepotrzebną dyskusje, Chwyciłam torebkę która dziwnym trafem wylądowała pod jego nogami. Gdy tylko sie podniosłam by ponownie na niego spojrzeć, mocno zacisnął dłonie na moich nadgarstkach.

- Nie rób głupot, Sky - Wywiercał mi wzrokiem dziurę w twarzy, na której pojawił sie grymas. Bolało.

- Odczep sie - Próby wyrywania sie nie dały żadnych rezultatów, mogłam sie tego spodziewać.

- Nigdzie nie pójdziesz - Popchnął nas na ścianę.

Nie, nie, nie 

- Ian - Nie wiedziałam czy zrozumie, ale patrząc wprost w jego oczy przekazywałam mu milion wiadomości. Ból, smutek, złość, rozczarowanie i..strach.

- Nie możesz mi tego zrobić - Zaciskał dłonie, myślałam że zaraz złamie mi kości. Nie wytrzymywałam, łzy pociekły po policzkach.

- Justin! - Krzyknęłam to imię nieświadomie, coś czego nie robiłam od...4 lat. Zamknęłam oczy. Nagle ucisk minął, poczułam nagłą, niezwykle przyjemną ulgę. Mimowolnie otwarłam oczy. Odszedł, zostawiając mnie zupełnie samą, z nierównym oddechem, sercem bijącym jak szalone w klatce jak i łzami, które w niewyjaśniony sposób przestały płynąć.

Justin...

Potrząsnęłam głową chcąc sie pozbyć tej myśli.


Justin's POV 
{Teraz}

Gdzie ona do cholery jedzie..

Jechałem za nią dobre dwie godziny, byłem już wtedy niemal pewien że zorientowała się że jadę tuż za nią. Gdy minęła niemal wieczność postanowiłem ją wyprzedzić. Upewniając się czy na pewno coś nie jedzie przycisnąłem pedał gazu do podłoża dzięki czemu już po chwili mogłem ją zobaczyć. Spoglądałem co chwile na nią, na drogę, na nią.. Ona jednak na mnie nie patrzyła, wręcz przeciwnie, chciała mnie spławić. Wlepiłem w nią wzrok chcąc ją zmusić by obróciła głowę. Gdy ona przyśpieszyła, zrobiłem to samo...nie zauważając rozpędzonego auta zmierzającego w moją stronę.


______________________________________

Hejoo <3 
Przepraszam znowu za długą przerwę :(
Tym razem jednak obiecuje że od tego piątku rozdziały będą pojawiać sie regularnie ;)

Mam nadzieje że rozdział wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu :*






niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 11

Sky's POV

Nie wiem co było gorsze, to że przez połowę dnia nie mogłam skupić się choćby na jednej rzeczy z powodu pary oczu które śledziły każdy mój ruch, czy też może to że gdy to się skończy, każdy rozejdzie się do domu, ja będę musiała stawić czoła człowiekowi który był dla mnie wszystkim a 24 godziny temu wbił mi nóż w plecy. 

Jason, prześladywał moje myśli, choć ani przez chwilę nie powinien być w mojej głowie. To chore. Nie mam kontroli nad własną wyobraźnią.  Byłam w stosunku do niego zbyt uległa, plułam sobie za to w twarz. Nic dla mnie nie znaczył... Tylko jak wyjaśnić to że miał nade mną taką władze. 

Dom, to miejsce spokoju, ciszy, komfortu, natomiast w chwili kiedy zaparkowałam samochód tuż przed nim poczułam mocny skręt żołądka. Oddałabym wszystko żeby móc nie być w tamtej chwili w swojej skórze. Nie mogłam dać ponieść się emocją, jeżeli miało to w końcu nadejść ja miałam być tą silną i opanowaną. Wyciągając kluczyki ze stacyjki otworzyłam drzwiczki i wysiadłam. Wiedziałam że już wrócił, czułam to całą sobą, jak gdyby poczułam zapach jego gorzkich męskich perfum. 

Pierwszy raz zwróciłam uwagę na to że podłoga w przed pokoju niemiłosiernie skrzypi, przyprawiło mnie to o dreszcze, serce zabiło mocniej. Nie wiedziałam czy stać w miejscu i czekać aż pojawi się przede mną czy może zdjąć buty, płaszcz i jak gdyby nigdy nic ruszyć w stronę kuchni, zważając na wołający o jedzenie brzuch. Może i powinnam się bardziej bać, lecz gdy tylko przekroczyłam próg domu, wiedziałam że to nie ja powinnam się bać. 

Było cicho, zmyliłoby mnie to gdyby nie jego czarne buty których wcześniej nie zauważyłam. 
Nalewając sobie szklankę wody czekałam cierpliwie, upijając każdy kolejny łyk. Kiedy puste naczynie wylądowało w zmywarce, po pomieszczeniu rozległ się odgłos kroków. 
Spokojnie oddychaj. 

Gdy tylko wszedł poczułam zimny powiew, nie chciałam tam być, nie z nim. 

- Sky - Chciałam krzyczeć mu w twarz że nie  miał prawa.. Nie miał prawa mnie zranić. 
Powoli, wahając się, powoli spojrzałam na niego patrząc prosto przed siebie. Podszedł do mnie dwa kroki bliżej, natomiast ja stałam w miejscu, nawet nie oddychając. 

- Ja.. - wzięłam oddech ale tylko po to by parsknąć na niego z dezaprobata. Nie chciałam słuchać żadnych wyjaśnień. 

-wszystko wiem - wydusiłam z siebie, dziwiąc się że mój ton nie brzmi smutno,brzmiał cholernie oskarżycielsko. 

-dobra była? - Jego mina, bezcenna. Jeżeli myślał że może mnie złamać, to się mylił i to bardzo. Nie pozwolę na to żeby ktoś znów się mną bawił, nie w tamtej chwili.. 

Milczał a to doprowadziło mnie do większej furii. Podeszłam do niego, patrząc mu prosto w oczy, widząc ból, widząc to co jeszcze dzień przed tym by mnie ruszyło. Szarpiąc za jego szorstkie od zarostu policzku zmusiłam by skupił się tylko na mnie. 

-Czy była dobra?! - krzyknęłam. Skąd było we mnie tyle siły? Nie mam pojęcia. 

-Skylar.. 

-Brzydzę się, Tobą, tym domem, tym co nas łączyło a najgorsze jest to że sprawiłeś że brzydzę się i sobą.. - nie dbałam o to czy będzie widział jak płacze. Miałam prawo dać upust swojej emocja. Dałam się ponieść chwili, a to nie było planowane. 

Położył dłonie na moich. 

-Nie chciałem.. - te słowa wystarczyły. Nie miałam ochoty na niego patrzeć, przebywać z nim w jednym pomieszczeniu. Uciekłam do sypialni co było jedynym wyjściem. Wmawiałam sobie ze nie byłam od niego zależna, że bez niego dam sobie radę, ale to była bzdura. Płacz nie pomagał. Nie wiedziałam czy to zrządzenie losu czy kolejna udręką, ale w chwili kiedy usiadłam na podłodze dostałam smsa. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni spodni patrząc na ekran. 

Nieznany :
Masz pół godziny kochana, inaczej będę cię nawiedzał codziennie! Widzimy się w naszym miejscu. 

Otarłam łzy i trzy razy przeczytałam daną wiadomość.  "Nasze miejsce"? Co miał na myśli? Pół godziny na ogarnięcia tego co działo się wewnątrz jak i na zewnątrz mnie było nierealne. Jednak czego się nie robi dla świętego spokoju, dla ucieczki od problemów.. W moim przypadku do jednego, płci męskiej. 

Justin's POV

Nie moja wina, że gdy tylko pojawiła się w pobliżu moje myśli jak i wzrok były skupione tylko na niej. Zmieniła się, nie wiedziałem tak na prawdę czego się spodziewać. 
Miałem ochotę zapalić, niestety nie mogłem sobie pozwolić na wydawanie kasy na papierosy, bez względu na stan mojego uzależnienia. 

Czekałem na nią tam już od jakiegoś czasu. Knajpa nie była duża, była przytulna, wręcz intymna. Zapachy które unosiły się wokół zasługiwały na pięcio gwiazdkowa restauracje. 
spóźniała się, w sumie to nie byłem nawet pewny czy przyjdzie. Nie odpisała na smsa. Miałem do niej zadzwonić, gdy przez okno lokalu zauważyłem drobną kobietę, otulona płaszczem wysiadła ze swojego auta kierując się w moją stronę. Miała gołe nogi, co świadczyło o tym że specjalnie dla mnie ubrała spódniczkę. 

Powitałem ją zadziornym uśmieszkiem. 

-Od kiedy Gnarls jest "naszym miejscem"? - usiadła naprzeciwko mnie zdejmując płaszcz. Wyglądała.. niesamowicie. 

-Hmm, a skąd niby wiedziałaś że akurat tu będę czekać? - uniosłem brew, patrząc ukradkiem na menu. 

-Boo.. 

- No właśnie, to miejsce teraz kojarzy ci się ze mną i nawzajem skarbie - wywróciła oczami uśmiechając się lekko. Ukrywała coś, ale jeszcze wtedy nie wiedziałem co. Niecałe pięć minut potem do naszego stolika podszedł niewysoki kelner ubrany całkiem na luzie. Gdy jednak odszedł z naszymi zamówieniami, był czas na rozmowę. 

- A nie miałeś przypadkiem zabrać mnie do jakiegoś innego miejsca w którym podobno się rozerwę?

- zrobiła cudzysłów w powietrzu. Zachichotałem skupiając się na jej idealnie wyprostowanych włosach. 

- Spokojnie, wszystko w swoim cza...-zamurowało mnie. Chwyciłem ją za dłonie. Próbowała się wyrwać, nie pozwoliłem jednak na to. 

- Puść mnie Jason - warknęła, lecz ja patrzyłem jak zahipnotyzowany w prawie aż czarne pręgi na jej nadgarstkach. 

- Kto ci to zrobił? 

- Jason puść mnie, bo pożałujesz - w pewnym momencie myślałem ze przez to wyrywanie zaraz spadnie z krzesła. Puściłem ją. 

- uspokój się - powiedziałem łagodnym tonem lecz wewnątrz mnie dział się istny chaos. Wstała od stołu.

O nie, nie uciekniesz mi.

- Sky zostań, proszę, ja po prostu chce Ci pomóc.. - Spojrzałem na nią wzrokiem którego sam nie mogłem opisać. Domyślałem się że wszyscy zgromadzeni na nas patrzą, czułem ich wzrok.

- Nie mieszaj się w moje prywatne sprawy - Wydusiła swoje słowa w szepcie pełnym furii. Wyszła z restauracji, nie wiedziałem czy iść za nią czy może uszanować jej prywatność i posłuchać jej słów.

Nie ma mowy, musze coś z tym zrobić

Wybiegłem za nią, wsiadła do swojego auta.

Pojadę za nią. 

Nie dbałem o to czy jestem w bezpiecznej odległości od jej samochodu, chciałem po prostu z nią porozmawiać. Byłem zdolny posunąć sie nawet do najgorszego, nikt nie będzie jej krzywdził..nie pozwolę na to.
____________________________________

Hejo <3

Ponad 2 miesiące nie było rozdziału, ja wiem :( 
Strasznie przepraszam, po prostu brak czasu. 

Mam nadzieje że ten rozdział wam się spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu :*

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 10

Ian's POV

Jej usta były tak lepkie od drinków że same przyklejały mis ie do ust.

Sky sie o tym nie dowie. 

Pocieszała mnie ta myśl, ale i tak lekkie poczucie winy gościło we mnie. Nawet nie wiedziałem jak ta dziewczyna miała na imię jednak miała coś w sobie. Ciemne proste włosy opadały na jej ramiona, brązowe oczy hipnotyzowały, lecz alkohol nie wyrzucił z mojej głowy błękitnych oczu Sky.  

Zaciągnąłem ją gdzieś, pokój, tylko nie miałem pojęcia jak tam trafiłem. To ona przejmowała kontrole, ona rzuciła mnie na łóżko. Przez chwile przemknęła mi myśl że może być jedną z tych prostytutek przy barze, niczego już nie kojarzyłem. 

Nagle w pokoju rozbrzmiał telefon, byłem tak zamroczony że nie wiedziałem nawet skąd dobiegał ten dźwięk. Dziewczyna na chwile oderwała się ode mnie odbierając. Próbowałem jej go zabrać w zamian za co wydała się z siebie lekki chichot kończąc połączenie. Rzuciła telefon za siebie nie dając mi nawet chwili oddechu. Przyssała się do mnie..

Justin's POV

Minęło tyle czasu. Zapomniałem już o niej. Zrozumiałem że nic dla mnie nie znaczyła, że to nie było to. A jednak jej słowa zdusiły moje serce. Czułem sie strasznie nieswojo z myślą że mogę coś do niej czuć. Kompletne szaleństwo. Gdybym był normalny, spakował bym się i szukał szczęścia gdzieś indziej, ale hej, to ja, Justin Bieber, który swoim szaleństwem wypełnia cały świat.. o ile nie wszechświat. Mogłem mieć każdą, dlaczego siłę próbowałem mieć ją. Nawet jeśli ją pragnę to ile jeszcze mogę przed nią ukrywać prawdę? Ile czasu minie zanim sama się wszystkiego domyśli. 

Ma kogoś, ułożyła sobie wszystko. Dlaczego ja nie potrafię? Przecież to łatwe. 

Jutro ją zobaczę i co powiem? Nawet nie wiem jak się zachowam gdy na mnie spojrzy. Pójdę na łatwiznę, jak zwykle. 

Sky's POV

Kłucie w kręgosłupie z samego rana to nie jest ta rzecz o której marzyłam. Czułam się jak na kacu choć wczoraj nie wypiłam ani kropli alkoholu. Gdyby nie to że obudziłam się na podłodze, pomyślałabym że to co było wczoraj to sen, raczej koszmar. Dzisiaj nie miałam zamiaru płakać, za dużo już łez wylałam. Uśmiechnięta, skacząca po całym domu, wołająca Iana na śniadanie, została stłamszona przez ponurą, wiecznie nie zadowoloną mnie które rzadko nawiedzała moje ciało. 

Brak poczucia czasu doprowadzał mnie do szału. Musiałam szybko spojrzeć na zegarek. 

- Trzynasta - Powiedziałam na głos ze zdumieniem. Powinien już wrócić. Stałam przez chwile w bezruchu zastanawiając się czy leży może obok niej, bawiąc się jej włosami, głaszcząc po plecach, tak jak mnie. Mogłam szczerze przyznać, że miałam ochotę skoczyć z okna, z piętnastego piętra. Za godzinę miałam pojawić się w pracy, będąc rozsypaną kupką nieszczęścia. Liczyłam na cud. 

Co z tego że zjadłam śniadanie, umyłam się, ubrałam jak człowiek i umalowałam, to nie zmieniło tego co było wewnątrz mnie od kiedy otworzyłam oczy. Miałam gdzieś to że na dworze pojawił sie pierwszy śnieg, że prawdopodobnie opona w aucie jest przebita, że zapomniałam telefonu, że już byłam spóźniona, to były błahostki, które niczym nie równały się z tym czym było moje serce. O ile jeszcze było ono na swoim miejscu.

Gdy tylko zaparkowałam na swoim stałym miejscu, wyłączyłam silnik spojrzałam na wejście do budynku. Nie lubię pokazywać emocji dlatego jak na zawołanie kliknęłam niewidzialny pstryczek w mojej podświadomości uruchamiający fałszywy uśmiech. Unikałam tym samym głupich pytań czy współczujących spojrzeń. Życie to życie, każdy ma doły do cholery. W środku jak zwykle włączone było ogrzewanie co jako pierwsze tego dnia wywołało mały okrzyk radości w moich myślach.

Całkowicie zapomniałam o wczorajszym spotkaniu, o Jasonie, dopiero dotarło do mnie że czeka mnie jeszcze jedna niespodzianka kiedy weszłam do sali i jedyne na co zwróciłam uwagę to ten uśmiech. Zdziwiłam się ale mimo woli to był już 2 okrzyk radości. Zmarszczyłam brwi odwracając wzrok. Jak przystało na dobrze wychowaną przywitałam się z wszystkimi ale udając profesjonalistkę nalegałam by zacząć wszystko od razu. Nie jest łatwe, ustawić modelkę, która ani trochę nie chce współpracować, w dobrej pozie czy świetle. Staram się by wszystko było zapięte na ostatni guzik i właśnie dzięki temu, dzięki mojemu zaangażowaniu mogę choć na chwile oderwać się od tego świata który czekał na mnie w domu. 

Jason stał tuż za mną, a ja nie miałam odwagi by się odwrócić. Próbowałam nie pokazywać po sobie że czuje się niezręcznie wiedząc że jego wzrok wypala mi dziurę w plecach. Niestety, wydało mnie niesforne kręcenie się w miejscu. 

- Wybacz, wczoraj coś mi odbiło - Usłyszałam cichy pomruk. Był to pretekst by się w końcu obrócić. Ręka jego wplątana była we włosy. 

- W porządku - Wzruszyłam ramionami. 

Czemu czuje się tak nieswojo?

- Nie chce żebyś sobie pomyślała że wziąłem Cie wczoraj do knajpy tylko dlatego żeby po chwili zostawił. - Patrzyliśmy sobie w oczy.

Kurde! Za blisko!

- Nie myślę tak, w sumie też mi się gdzieś spieszyło...- Jeju, lepszego kłamstwa nie mogłaś wymyślić?! Musiałam się odwrócić żeby przerwać ten okropny kontakt wzrokowy. To było nienormalne że w jednej chwili czułam się przy nim tak strasznie nieswojo. Nie lubiłam jego towarzystwo...choć coś mnie do niego ciągnie.

Zamknij się. 

- Wyjdziemy gdzieś dzisiaj? Zabiorę Cie w lepsze miejsca, przynajmniej rozerwiesz się trochę - Znowu usłyszałam jego śmiech.

Dreszcze. 

Prychnęłam pod nosem.

- Nie ma mowy, mam plany - Bawiłam się nerwowo palcami.

Wyluzuj się no! 

- To je zmień - Mimo że nie patrzyłam na niego to wiedziałam że na jego twarzy gości zadziorny uśmieszek.

Idź już sobie bo brak mi tlenu! 

Nie wiedziałam nawet kiedy zagryzłam wargę tak mocno że poczułam ten znany metaliczny smak krwi.

- Nie mogę - Mruknęłam. Nie chciałam z nim nigdzie iść, chociaż myśl o tym że znowu spędzę samotnie noc w pustym domu, albo co gorsza spojrzę w oczy Ianowi pchała mnie do powiedzenia "tak".

- Tak wiem że miałem dać Ci już spokój, ale zrozum też mnie, jestem nowy, nie znam nikogo, mogę Ci przysiądź że gdy tylko kogoś poznam od razu Cie zostawię - Przerwał na chwile czekając aż coś powiem - Chyba że będziesz chciała żebym został..

- Okej, pójdę z Tobą dzisiaj ale daj mi już pracować! - Powiedziałam trochę głośniej niż zamierzałam, to było dziwne. W jednej chwili wszyscy w pomieszczeniu się na mnie spojrzeli.

Ehh, zabijcie mnie. 

Uśmiechnęłam się nieśmiało biorąc w dłoń aparat.

Znowu mu uległam, co jest ze mną nie tak?! Jak widać zapowiada się na to że będzie coraz gorzej.

 A jednak w chwili gdy obdarzył mnie kolejnym uśmiechem 3 okrzyk radości wybuchnął w mojej głowie.


______________________________________

Hejo <3 
Znowu długo przerwa strasznie przepraszam ale mam nadzieje że rozumiecie że mam szkołe i dużo nauki :// 

Mam nadzieje ze rozdział wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu :*


piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 9

Sky's POV

Nie rozumiałam ani trochę jego zachowania, choć gdy zaproponował koniec tego spotkanie male iskierki szczęścia wybuchnęły w moich oczach. Zastanawiałam się przez chwile co mogłam zrobić źle że tak chciał się mnie pozbyć, ale te myśli sprzątnęła w jednym momencie jedna - Ian. Nie zadzwonił, nie wysłał smsa. Czułam duży skurcz w brzuchu gdy tylko pozmyślałam sobie że za chwile stanę z nim twarzą w twarz. Pożegnanie z Jasonem nie przypominało ani trochę powitania,w zamian za moje "do zobaczenia" dostałam tylko cisze. Ukłuło to moje ego które nienawidziło być ignorowane. Walczyłam z chęcią dowiedzenia się o co chodzi.

Jutro się zobaczycie. 

Podpowiedział głos w mojej głowie. Jutro z nim pogadam. 

Stanęłam przed drzwiami, żadne głębokie oddechy czy zamknięcie na chwile oczu nie pomagały, z każdą chwilą coraz bardziej miałam ochotę zawrócić i uciec gdziekolwiek. Nagle, znana mi dobrze siła, zwana odwagą obudziła się we mnie i znowu pomogła mi przezwyciężyć strach. Nacisnęłam klamkę po czym pchnęłam drzwi. W środku panowała ciemność i cisza, a to znaczy że dom stał pusty.

  Tylko dlaczego zostawił otwarte drzwi.. 

Tak, zmartwiło mnie to cholernie. Odwaga zdążyła już uciec daleko w głąb mnie. 

Coś musiało się stać. 

Uciszałam złośliwe głosy , ale wiadomo że to nie łatwe. Po dwa razy wchodziłam do jednego pokoju by przekonać się że na pewno go tam nie ma. Przeżywałam mały zawał za każdym razem gdy zdawałam sobie sprawę że jestem sama. Sięgnęłam po telefon. Numer zapisany na szybkim wybieraniu, tak dobrze znany. I nic. Znowu spróbowałam. Znowu i znowu. Gdy zrezygnowana już chciałam rzucić telefonem o podłogę ktoś odebrał. 

- Ian?! Boże, martwię się! - Zaszlochałam pod nosem. Serce podchodziło mi do gardła. Płuca nie wytrzymywały wstrzymywanego powietrza. Usłyszałam chichot. Damski chichot. Zamroczyło mnie. 

- I-ian? - Za jąkałam się czując że nie panuje nad własnym głosem jak i ciałem. 

Beep beep beep 

Połączenie zerwane. 

Nie mógł tego zrobić...

W tamtym momencie miałam ochotę zachować się jak te wszystkie panny z takich romansideł, spakować walizki i uciec.. Zamiast tego bezsilnie padłam na kolana. Patrzyłam tępym zamazanym nieco wzrokiem w podłogę. Nie chciałam płakać, tak bardzo tego nie chciałam. Ale duszenie tego w sobie wcale nie było lepsze. Łzy oczyszczały. Pozbywały się całej złości, przykrości, frustracji ze mnie. Byłam gotowa spędzić noc na tamtej podłodze, leżąc w jednej pozycji, robiąc jedną czynność. Nie chciałam o tym myśleć, nie mogłam. 

Przecież to może być coś zupełnie innego, może coś Ci się pomyliło. 

Pragnęłam by to wszystko, całe to zamieszanie okazało się kłamstwem, każda część mojego ciała tego pragnęła, moja dusza i szloch, który wyrywał się co chwile z moich suchych ust. W pewnym momencie poczułam jakby serce zniknęło, roztrzaskało się i już nigdy nie miało wrócić do normalnego stanu.

Ian's POV

- Przyjedź po mnie - Mruknąłem wysilając się na trochę humoru w sobie. Nie mogłem przebywać w domu, nie gdy ona wróci. Było mi wstyd. Nigdy nie chciałem zrobić czegoś co by jej nie odpowiadało. Ale ona wiedziała na co się pisze. Wiedziała że nie jestem ideałem, że wady przeważają mój charakter. Mimo to kochała mnie. Gdy pierwszy raz mi to powiedziała,zapragnąłem ją zatrzymać przy sobie. Sprawić by była moja. 

- Stary, kopę lat! Za chwile będę! - Byłem też wściekły. Wiedziała że jestem zazdrosny. Chorobliwie. Nienawidziłem jak ktoś się za nią patrzył, kręcił wokół niej..nienormalne, taki jestem. Nienormalny. Ubrałem się. 

Baw się, choć raz. Nie myśl. 

Tak właśnie chciałem spędzić tą noc. Może coś zrozumiem, coś ważnego. Taka kłótnia to było nic, a jednak tak bardzo zabolało. Nigdy nie brałem nic do siebie, jak widać coś się zmieniło. Wyszedłem z domu nawet nie fatygując się by zamknąć drzwi wejściowe, nie obchodziło mnie to. Czarne bmw stało na podjeździe. Lakier świecił w słabym blasku przyćmionego słońca. Poprawiłem kurtkę otwierając drzwi samochodu. Wsiadłem witając się z przyjacielem. 

- A więc gdzie? - Zapodał, włączając ponownie silnik, od razu w radiu rozbrzmiał jeden z tych rapsów które uwielbiał. Spojrzałem na niego, wymusiłem lekki uśmiech. 

- Na stare śmieci - Od razu ruszył z piskiem opon. Adrenalina, tego mi brakowało. Odkąd jestem z Sky wszystko się zmieniło, przestałem przebywać ze znajomymi, chciałem być tylko z nią, każdy dzień z nią był inny dlatego byłem pewny że nie zdoła mi się znudzić, chciałem ją chronić i tak byłem zaślepiony że nie zwracałem uwagi na zdanie najlepszego przyjaciela którego olałem. Choć z Tylerem znaliśmy się od tych niezapomnianych młodzieńczych lat. 

- Zostawiła Cie? - Zapytał w połowie drogi odpalając papierosa który leżał na desce rozdzielczej. Milczałem. 

- Koleś...

- Nie zostawiła mnie, nie mówmy teraz o niej, nie mam nastroju - Cała bańka opanowania pękła. Zrozumiał, z resztą jak zawsze. Bez słów podał mi drugiego papierosa. Sięgnąłem po niego. 

- Dzisiaj jesteśmy tylko my i ostra zabawa..

*****

Strasznie długa przerwa wiem, przepraszam <3
Dużo nauki, w tygodniu nie ma kiedy odpocząć nawet bez uczenia się a w weekend nadrabianie :/
Ale teraz mamy trochę wolnego więc dodaje :* 
Niedługo powinien pojawić się następny. 
Mam nadzieje że wam się spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzach ;)


czwartek, 9 października 2014

Rozdział 8

Justin's POV

- Ty idioto - Moje myśli wydostały się z moich ust nieproszone. Nie mogłem uwierzyć w swoją głupotę. Przyjechałem tu by uwolnić się od tego całego zamieszania, od niej. Nie rozumiałem siebie, czułem jakby w środku mnie były dwie osoby które wiecznie się kłócą o sposób w jaki żyje.

Chcesz ją mieć.

Chce, przyznaje ale nie mogę jej mieć!

Chodziłem w te i z powrotem po całym pokoju hotelowym. Bylem tu dopiero dzień a już to pomieszczenie ani trochę nie przypominało go na początku. 

Dobra, uspokój się, przecież nie możesz jej tak teraz wystawić. 

Nie chciałem już myśleć o tym spotkaniu, o niej, po prostu o niczym. Wziąłem szybki prysznic przebrałem się. Wahając się jeszcze przez chwile w końcu wyszedłem z hotelu zamykając pokój na klucz. Jak zwykle na recepcji nikogo nie było. Cały budynek był opustoszały. Zastanawiałem się czy może tylko ja tam wynajmuje pokój.

Wsiadłem do auta i po chwili ruszyłem w drogę.

Co ma być to będzie. Pierwszy i ostatni raz się z nią spotkam.

Sam nadal nie wiem dlaczego w ogóle zaproponowałem to spotkanie.

Twoja ciekawość dupku. 

- Dokładnie - Mruknąłem do siebie odpowiadając na swoje myśli. Miałem jeszcze trochę czasu. Zatrzymałem się na wolnym miejscu parkingowym przed kawiarnią w której pierwszy raz ją zobaczyłem. Nie spodziewałem sie że będzie w niej aż tyle osób. To było aż nienormalne że kolejka wychodziła poza drzwi lokalu. W sumie to było mi na rękę. Miałem jeszcze chwile by w ostatniej chwili zrezygnować.

Czego ja się tak boje? 

Denerwowała mnie myśl że nie mogę być po prostu sobą, że nie mogę być Justinem, że musiałem uciekać z miasta do którego się na prawdę przywiązałem.

Ale to tylko i wyłącznie Twoja wina.

Głos w mojej głowie nie chce się zamknąć i tym samym jeszcze bardziej mnie denerwuje.

Kiedy tak biłem się z myślami i gdy już byłem gotowy by wrócić do hotelu i więcej z niego nie wychodzić kolejka zmniejszyła się tak bardzo że to właśnie ja miałem w tamtej chwili zamawiać. Poprosiłem o dwie zwykłe kawy, moją bez cukru, jej z mlekiem. Musiałem się nieźle naszukać w pamięci by wiedzieć że taką zawsze piła.

Niedługo potem dostałem dwa kubki. Gotowy do wyjścia ruszyłem stawić czoła spotkaniu z przeszłością. Ponownie wsiadłem do auta, kubki postawiłem w specjalnych dziurach na desce rozdzielczej. Byłem spóźniony.

Świetnie się prezentujesz Bieber. 

Prychnąłem w myślach dociskając pedał gazu. Niemal od razu ją zauważyłem. Długie proste włosy ruszające się pod powiewem zimnego wiatru. Wziąłem ostatni głęboki oddech by zacząć trzeźwo myśleć. Wyszedłem z auta.

Jeszcze możesz się wycofać. 

- Nie, już za późno - Mówię bezgłośnie i w tej chwili staje tuż za nią. 

- Hej - Przybliżyłem się by móc ją przytulic. Ciężko było mi ją objąć gdy w moich dłoniach znajdowały się kubki z kawą. Zaśmiałem się. Przymrużyłem oczy nie tylko dlatego że poczułem te perfumy co przed laty ale dlatego że nagle spięła się.

Jest źle.

- Co się stało? - Zapytałem szybko. Jej oczy w jednej chwili zmroziły mnie śmiertelnie poważnym wzrokiem. Przypatrywała się tak przez dłuższą chwile. Zacząłem się niepokoić. Jednak po chwili zaśmiała się melodyjnie.

Uff.

- Zamyśliłam się  - Nie wiedziałem o co jej chodzi. Odebrała ode mnie jedną kawę. Wytłumaczyłem swoje spóźnienie, jednak mało ją to obchodziło. Upijała łyki swojej kawy wyglądając na kompletnie znudzoną. Prowadziliśmy przez chwile krótką konwersacje, ja pytałem ją o różne rzeczy z których na prawdę dużo się dowiedziałem. Ona też próbowała mnie o coś pytać, ale bałem się że dowie się prawdy.

- Dlaczego tu przyjechałaś? - W końcu rozmowa zaczęła schodzić na tematy na które wręcz potrzebowałem odpowiedzi. Pierwszy raz od jakiegoś czasu spojrzała prosto w moje oczy. 

- Dlaczego o to pytasz? 

- Ciekawi mnie to - Wzruszyłem ramionami choć w głębi duszy tak bardzo chciałem by mi szybko odpowiedziała. 

- Sprawy prywatne - Uśmiechnęła się, zwalniając trochę tępa. 

- Już zmęczona? 

- Nie ma się tej kondycji - Stanęła w miejscu kładąc ręce na biodrach. 

- Skoro tak to nie pozostaje nam nic innego jak odpocząć sobie tutaj - Kiwnąłem głową w stronę jednej z restauracji które w tej chwili mijaliśmy. Zmarszczyła brwi. Wahała się, poznałem to po przerwie w której  nic nie mówiła. 

- To nie była propozycja, to był rozkaz - Przygryzła wargę.

Serio? Nadal to robisz? 

Bez słowa ruszyła za mną do małej restauracji. Gdy tylko przekroczyliśmy próg budynku od razu uderzyło w nas przyjemne ciepło. Zajęliśmy stolik w samym rogu rogu sali. Nie odezwała się nadal do mnie ani jednym słowem. Widziałem po wyrazie jej twarzy że była nieco zakłopotana.

- Zawsze jesteś taka spięta? - Zapytałem gdy usiadłem naprzeciwko niej. Wlepiając wzrok w jej śliczne niebieskie oczy. Zamrugała parę razy biorąc głęboki oddech.

- Dzisiaj jestem jakaś dziwna..przepraszam - Mruknęła. Jedna z kelnerek krążących cały czas wokół reszty stolików podeszła do nas. Zamówiliśmy dwie herbaty. Oczywiście Skylar wymigiwała się od przedłużania tego spotkania, mówiła że ma ważne rzeczy do zrobienia, że nie ma czasu.

Pewnie chciałaby być już ze swoim chłopakiem..

Nawet jeśli, to nie moja sprawa.

Mimo wszystko namówiłem ją by została jeszcze na chwile. Nasza nowa znajomość nie zapowiadała się dobrze, było czuć że od samego początku za mną nie przepadała.

A to dziwne..jakoś przedtem świata poza mną nie widziała. 

Potrząsnąłem głową by w końcu pozbyć się tych irytujących głosów z mojej głowy.

- Może zróbmy tak, ja ci powiem coś o sobie, w zamian za to Ty mi powiesz dlaczego tu przyjechałaś. Zgoda?

- Dlaczego Ci tak bardzo na tym zależy? - Nieco się oburzyła ale zignorowałem to.

- Mówiłem już, ciekawski jestem, taka natura - Kąciki moich ust powędrowały ku górze. Ona też, mimo wszystko uśmiechnęła się.

- W takim razie Ty mi najpierw zdradź dlaczego akurat tu przyjechałeś, dlaczego to miasto? - Uniosła brwi.

A więc pora na jakieś dobre kłamstwo. 

- Lubie podróżować, przed tym miejscem zamieszkiwałem ich sporo. Zatrzymałem się tu bo.. - Oblizałem suche wargi - Ludzie są niezwykli. - Nie miałem pojęcia czy to może wyobraźnia płata mi figle ale zauważyłem na jej policzkach niemal niewidoczne rumieńce.

Uważaj bracie bo za chwile i Ty staniesz się burakiem. 

Dotknąłem policzka chcąc sprawdzić czy rzeczywiście poczuje ciepło.

Jeszcze nie. 

- Teraz Ty - Ta sama kelnerka na małej tacy przyniosła dwa kubki wypełnione gorącą herbatą. Westchnęła piorunując mnie wzrokiem, ale mimo to zaczęła wreszcie mówić.

- Problemy w sprawach miłosnych - Zaśmiała się cicho - To głupie - Niezręcznie podrapała się po głowie. Słuchałem, choć dobrze wiedziałem co chce powiedzieć. Nie wiedziałem tylko czy na prawdę chce to usłyszeć.

- Uciekłam od chłopaka, ale nie myśl sobie że zrobiłam to tak po prostu...nie dało się z nim żyć. Mimo że go strasznie kochałam to mnie to przerosło, codziennie byłam przerażona - Uśmiechała się, ale ten uśmiech ewidentnie był smutny i jednocześnie strasznie wymuszony. Znieruchomiałem.

- Do tej pory nie wiem jak udało mi się uzbierać tyle siły by uciec. Nienawidzę go, nienawidzę go dlatego że przez niego opuściłam wszystko co kochałam, rodzinę, przyjaciół. Nie poszłam nawet na studia... Nienawidzę go za to że zmusił mnie bym z niego zrezygnowała. - Pierwsza łza spłynęła po jej policzku. Usprawiedliwiła ją jedynie śmiechem.

- Przepraszam, gadam teraz głupoty - Zatkało mnie. Pierwszy raz nie wiedziałem kompletnie co powiedzieć.

- Ale to Twoja wina. - Zaśmiała się ponownie. Wtedy się ocknąłem.

- Idziemy? - Wstałem ze swojego miejsca jak poparzony. Chciałem po prostu pozostać sam ze sobą.

Cała ta sytuacja na prawdę wymknęła się spod kontroli. Nie tak wyobrażałem sobie jej słowa. Jedno zdanie krążyłp wciąż i wciąż w mojej głowie.

'Nienawidzę go za to że zmusił mnie bym z niego zrezygnowała'

Dopiero butelka whiskey wreszcie pozbyła się ich, choć nie na długo..


************************

Hej <3
Dzieje się dzieje ;) 
Mam nadzieje że rozdział wam się spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu :*