niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 11

Sky's POV

Nie wiem co było gorsze, to że przez połowę dnia nie mogłam skupić się choćby na jednej rzeczy z powodu pary oczu które śledziły każdy mój ruch, czy też może to że gdy to się skończy, każdy rozejdzie się do domu, ja będę musiała stawić czoła człowiekowi który był dla mnie wszystkim a 24 godziny temu wbił mi nóż w plecy. 

Jason, prześladywał moje myśli, choć ani przez chwilę nie powinien być w mojej głowie. To chore. Nie mam kontroli nad własną wyobraźnią.  Byłam w stosunku do niego zbyt uległa, plułam sobie za to w twarz. Nic dla mnie nie znaczył... Tylko jak wyjaśnić to że miał nade mną taką władze. 

Dom, to miejsce spokoju, ciszy, komfortu, natomiast w chwili kiedy zaparkowałam samochód tuż przed nim poczułam mocny skręt żołądka. Oddałabym wszystko żeby móc nie być w tamtej chwili w swojej skórze. Nie mogłam dać ponieść się emocją, jeżeli miało to w końcu nadejść ja miałam być tą silną i opanowaną. Wyciągając kluczyki ze stacyjki otworzyłam drzwiczki i wysiadłam. Wiedziałam że już wrócił, czułam to całą sobą, jak gdyby poczułam zapach jego gorzkich męskich perfum. 

Pierwszy raz zwróciłam uwagę na to że podłoga w przed pokoju niemiłosiernie skrzypi, przyprawiło mnie to o dreszcze, serce zabiło mocniej. Nie wiedziałam czy stać w miejscu i czekać aż pojawi się przede mną czy może zdjąć buty, płaszcz i jak gdyby nigdy nic ruszyć w stronę kuchni, zważając na wołający o jedzenie brzuch. Może i powinnam się bardziej bać, lecz gdy tylko przekroczyłam próg domu, wiedziałam że to nie ja powinnam się bać. 

Było cicho, zmyliłoby mnie to gdyby nie jego czarne buty których wcześniej nie zauważyłam. 
Nalewając sobie szklankę wody czekałam cierpliwie, upijając każdy kolejny łyk. Kiedy puste naczynie wylądowało w zmywarce, po pomieszczeniu rozległ się odgłos kroków. 
Spokojnie oddychaj. 

Gdy tylko wszedł poczułam zimny powiew, nie chciałam tam być, nie z nim. 

- Sky - Chciałam krzyczeć mu w twarz że nie  miał prawa.. Nie miał prawa mnie zranić. 
Powoli, wahając się, powoli spojrzałam na niego patrząc prosto przed siebie. Podszedł do mnie dwa kroki bliżej, natomiast ja stałam w miejscu, nawet nie oddychając. 

- Ja.. - wzięłam oddech ale tylko po to by parsknąć na niego z dezaprobata. Nie chciałam słuchać żadnych wyjaśnień. 

-wszystko wiem - wydusiłam z siebie, dziwiąc się że mój ton nie brzmi smutno,brzmiał cholernie oskarżycielsko. 

-dobra była? - Jego mina, bezcenna. Jeżeli myślał że może mnie złamać, to się mylił i to bardzo. Nie pozwolę na to żeby ktoś znów się mną bawił, nie w tamtej chwili.. 

Milczał a to doprowadziło mnie do większej furii. Podeszłam do niego, patrząc mu prosto w oczy, widząc ból, widząc to co jeszcze dzień przed tym by mnie ruszyło. Szarpiąc za jego szorstkie od zarostu policzku zmusiłam by skupił się tylko na mnie. 

-Czy była dobra?! - krzyknęłam. Skąd było we mnie tyle siły? Nie mam pojęcia. 

-Skylar.. 

-Brzydzę się, Tobą, tym domem, tym co nas łączyło a najgorsze jest to że sprawiłeś że brzydzę się i sobą.. - nie dbałam o to czy będzie widział jak płacze. Miałam prawo dać upust swojej emocja. Dałam się ponieść chwili, a to nie było planowane. 

Położył dłonie na moich. 

-Nie chciałem.. - te słowa wystarczyły. Nie miałam ochoty na niego patrzeć, przebywać z nim w jednym pomieszczeniu. Uciekłam do sypialni co było jedynym wyjściem. Wmawiałam sobie ze nie byłam od niego zależna, że bez niego dam sobie radę, ale to była bzdura. Płacz nie pomagał. Nie wiedziałam czy to zrządzenie losu czy kolejna udręką, ale w chwili kiedy usiadłam na podłodze dostałam smsa. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni spodni patrząc na ekran. 

Nieznany :
Masz pół godziny kochana, inaczej będę cię nawiedzał codziennie! Widzimy się w naszym miejscu. 

Otarłam łzy i trzy razy przeczytałam daną wiadomość.  "Nasze miejsce"? Co miał na myśli? Pół godziny na ogarnięcia tego co działo się wewnątrz jak i na zewnątrz mnie było nierealne. Jednak czego się nie robi dla świętego spokoju, dla ucieczki od problemów.. W moim przypadku do jednego, płci męskiej. 

Justin's POV

Nie moja wina, że gdy tylko pojawiła się w pobliżu moje myśli jak i wzrok były skupione tylko na niej. Zmieniła się, nie wiedziałem tak na prawdę czego się spodziewać. 
Miałem ochotę zapalić, niestety nie mogłem sobie pozwolić na wydawanie kasy na papierosy, bez względu na stan mojego uzależnienia. 

Czekałem na nią tam już od jakiegoś czasu. Knajpa nie była duża, była przytulna, wręcz intymna. Zapachy które unosiły się wokół zasługiwały na pięcio gwiazdkowa restauracje. 
spóźniała się, w sumie to nie byłem nawet pewny czy przyjdzie. Nie odpisała na smsa. Miałem do niej zadzwonić, gdy przez okno lokalu zauważyłem drobną kobietę, otulona płaszczem wysiadła ze swojego auta kierując się w moją stronę. Miała gołe nogi, co świadczyło o tym że specjalnie dla mnie ubrała spódniczkę. 

Powitałem ją zadziornym uśmieszkiem. 

-Od kiedy Gnarls jest "naszym miejscem"? - usiadła naprzeciwko mnie zdejmując płaszcz. Wyglądała.. niesamowicie. 

-Hmm, a skąd niby wiedziałaś że akurat tu będę czekać? - uniosłem brew, patrząc ukradkiem na menu. 

-Boo.. 

- No właśnie, to miejsce teraz kojarzy ci się ze mną i nawzajem skarbie - wywróciła oczami uśmiechając się lekko. Ukrywała coś, ale jeszcze wtedy nie wiedziałem co. Niecałe pięć minut potem do naszego stolika podszedł niewysoki kelner ubrany całkiem na luzie. Gdy jednak odszedł z naszymi zamówieniami, był czas na rozmowę. 

- A nie miałeś przypadkiem zabrać mnie do jakiegoś innego miejsca w którym podobno się rozerwę?

- zrobiła cudzysłów w powietrzu. Zachichotałem skupiając się na jej idealnie wyprostowanych włosach. 

- Spokojnie, wszystko w swoim cza...-zamurowało mnie. Chwyciłem ją za dłonie. Próbowała się wyrwać, nie pozwoliłem jednak na to. 

- Puść mnie Jason - warknęła, lecz ja patrzyłem jak zahipnotyzowany w prawie aż czarne pręgi na jej nadgarstkach. 

- Kto ci to zrobił? 

- Jason puść mnie, bo pożałujesz - w pewnym momencie myślałem ze przez to wyrywanie zaraz spadnie z krzesła. Puściłem ją. 

- uspokój się - powiedziałem łagodnym tonem lecz wewnątrz mnie dział się istny chaos. Wstała od stołu.

O nie, nie uciekniesz mi.

- Sky zostań, proszę, ja po prostu chce Ci pomóc.. - Spojrzałem na nią wzrokiem którego sam nie mogłem opisać. Domyślałem się że wszyscy zgromadzeni na nas patrzą, czułem ich wzrok.

- Nie mieszaj się w moje prywatne sprawy - Wydusiła swoje słowa w szepcie pełnym furii. Wyszła z restauracji, nie wiedziałem czy iść za nią czy może uszanować jej prywatność i posłuchać jej słów.

Nie ma mowy, musze coś z tym zrobić

Wybiegłem za nią, wsiadła do swojego auta.

Pojadę za nią. 

Nie dbałem o to czy jestem w bezpiecznej odległości od jej samochodu, chciałem po prostu z nią porozmawiać. Byłem zdolny posunąć sie nawet do najgorszego, nikt nie będzie jej krzywdził..nie pozwolę na to.
____________________________________

Hejo <3

Ponad 2 miesiące nie było rozdziału, ja wiem :( 
Strasznie przepraszam, po prostu brak czasu. 

Mam nadzieje że ten rozdział wam się spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu :*

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 10

Ian's POV

Jej usta były tak lepkie od drinków że same przyklejały mis ie do ust.

Sky sie o tym nie dowie. 

Pocieszała mnie ta myśl, ale i tak lekkie poczucie winy gościło we mnie. Nawet nie wiedziałem jak ta dziewczyna miała na imię jednak miała coś w sobie. Ciemne proste włosy opadały na jej ramiona, brązowe oczy hipnotyzowały, lecz alkohol nie wyrzucił z mojej głowy błękitnych oczu Sky.  

Zaciągnąłem ją gdzieś, pokój, tylko nie miałem pojęcia jak tam trafiłem. To ona przejmowała kontrole, ona rzuciła mnie na łóżko. Przez chwile przemknęła mi myśl że może być jedną z tych prostytutek przy barze, niczego już nie kojarzyłem. 

Nagle w pokoju rozbrzmiał telefon, byłem tak zamroczony że nie wiedziałem nawet skąd dobiegał ten dźwięk. Dziewczyna na chwile oderwała się ode mnie odbierając. Próbowałem jej go zabrać w zamian za co wydała się z siebie lekki chichot kończąc połączenie. Rzuciła telefon za siebie nie dając mi nawet chwili oddechu. Przyssała się do mnie..

Justin's POV

Minęło tyle czasu. Zapomniałem już o niej. Zrozumiałem że nic dla mnie nie znaczyła, że to nie było to. A jednak jej słowa zdusiły moje serce. Czułem sie strasznie nieswojo z myślą że mogę coś do niej czuć. Kompletne szaleństwo. Gdybym był normalny, spakował bym się i szukał szczęścia gdzieś indziej, ale hej, to ja, Justin Bieber, który swoim szaleństwem wypełnia cały świat.. o ile nie wszechświat. Mogłem mieć każdą, dlaczego siłę próbowałem mieć ją. Nawet jeśli ją pragnę to ile jeszcze mogę przed nią ukrywać prawdę? Ile czasu minie zanim sama się wszystkiego domyśli. 

Ma kogoś, ułożyła sobie wszystko. Dlaczego ja nie potrafię? Przecież to łatwe. 

Jutro ją zobaczę i co powiem? Nawet nie wiem jak się zachowam gdy na mnie spojrzy. Pójdę na łatwiznę, jak zwykle. 

Sky's POV

Kłucie w kręgosłupie z samego rana to nie jest ta rzecz o której marzyłam. Czułam się jak na kacu choć wczoraj nie wypiłam ani kropli alkoholu. Gdyby nie to że obudziłam się na podłodze, pomyślałabym że to co było wczoraj to sen, raczej koszmar. Dzisiaj nie miałam zamiaru płakać, za dużo już łez wylałam. Uśmiechnięta, skacząca po całym domu, wołająca Iana na śniadanie, została stłamszona przez ponurą, wiecznie nie zadowoloną mnie które rzadko nawiedzała moje ciało. 

Brak poczucia czasu doprowadzał mnie do szału. Musiałam szybko spojrzeć na zegarek. 

- Trzynasta - Powiedziałam na głos ze zdumieniem. Powinien już wrócić. Stałam przez chwile w bezruchu zastanawiając się czy leży może obok niej, bawiąc się jej włosami, głaszcząc po plecach, tak jak mnie. Mogłam szczerze przyznać, że miałam ochotę skoczyć z okna, z piętnastego piętra. Za godzinę miałam pojawić się w pracy, będąc rozsypaną kupką nieszczęścia. Liczyłam na cud. 

Co z tego że zjadłam śniadanie, umyłam się, ubrałam jak człowiek i umalowałam, to nie zmieniło tego co było wewnątrz mnie od kiedy otworzyłam oczy. Miałam gdzieś to że na dworze pojawił sie pierwszy śnieg, że prawdopodobnie opona w aucie jest przebita, że zapomniałam telefonu, że już byłam spóźniona, to były błahostki, które niczym nie równały się z tym czym było moje serce. O ile jeszcze było ono na swoim miejscu.

Gdy tylko zaparkowałam na swoim stałym miejscu, wyłączyłam silnik spojrzałam na wejście do budynku. Nie lubię pokazywać emocji dlatego jak na zawołanie kliknęłam niewidzialny pstryczek w mojej podświadomości uruchamiający fałszywy uśmiech. Unikałam tym samym głupich pytań czy współczujących spojrzeń. Życie to życie, każdy ma doły do cholery. W środku jak zwykle włączone było ogrzewanie co jako pierwsze tego dnia wywołało mały okrzyk radości w moich myślach.

Całkowicie zapomniałam o wczorajszym spotkaniu, o Jasonie, dopiero dotarło do mnie że czeka mnie jeszcze jedna niespodzianka kiedy weszłam do sali i jedyne na co zwróciłam uwagę to ten uśmiech. Zdziwiłam się ale mimo woli to był już 2 okrzyk radości. Zmarszczyłam brwi odwracając wzrok. Jak przystało na dobrze wychowaną przywitałam się z wszystkimi ale udając profesjonalistkę nalegałam by zacząć wszystko od razu. Nie jest łatwe, ustawić modelkę, która ani trochę nie chce współpracować, w dobrej pozie czy świetle. Staram się by wszystko było zapięte na ostatni guzik i właśnie dzięki temu, dzięki mojemu zaangażowaniu mogę choć na chwile oderwać się od tego świata który czekał na mnie w domu. 

Jason stał tuż za mną, a ja nie miałam odwagi by się odwrócić. Próbowałam nie pokazywać po sobie że czuje się niezręcznie wiedząc że jego wzrok wypala mi dziurę w plecach. Niestety, wydało mnie niesforne kręcenie się w miejscu. 

- Wybacz, wczoraj coś mi odbiło - Usłyszałam cichy pomruk. Był to pretekst by się w końcu obrócić. Ręka jego wplątana była we włosy. 

- W porządku - Wzruszyłam ramionami. 

Czemu czuje się tak nieswojo?

- Nie chce żebyś sobie pomyślała że wziąłem Cie wczoraj do knajpy tylko dlatego żeby po chwili zostawił. - Patrzyliśmy sobie w oczy.

Kurde! Za blisko!

- Nie myślę tak, w sumie też mi się gdzieś spieszyło...- Jeju, lepszego kłamstwa nie mogłaś wymyślić?! Musiałam się odwrócić żeby przerwać ten okropny kontakt wzrokowy. To było nienormalne że w jednej chwili czułam się przy nim tak strasznie nieswojo. Nie lubiłam jego towarzystwo...choć coś mnie do niego ciągnie.

Zamknij się. 

- Wyjdziemy gdzieś dzisiaj? Zabiorę Cie w lepsze miejsca, przynajmniej rozerwiesz się trochę - Znowu usłyszałam jego śmiech.

Dreszcze. 

Prychnęłam pod nosem.

- Nie ma mowy, mam plany - Bawiłam się nerwowo palcami.

Wyluzuj się no! 

- To je zmień - Mimo że nie patrzyłam na niego to wiedziałam że na jego twarzy gości zadziorny uśmieszek.

Idź już sobie bo brak mi tlenu! 

Nie wiedziałam nawet kiedy zagryzłam wargę tak mocno że poczułam ten znany metaliczny smak krwi.

- Nie mogę - Mruknęłam. Nie chciałam z nim nigdzie iść, chociaż myśl o tym że znowu spędzę samotnie noc w pustym domu, albo co gorsza spojrzę w oczy Ianowi pchała mnie do powiedzenia "tak".

- Tak wiem że miałem dać Ci już spokój, ale zrozum też mnie, jestem nowy, nie znam nikogo, mogę Ci przysiądź że gdy tylko kogoś poznam od razu Cie zostawię - Przerwał na chwile czekając aż coś powiem - Chyba że będziesz chciała żebym został..

- Okej, pójdę z Tobą dzisiaj ale daj mi już pracować! - Powiedziałam trochę głośniej niż zamierzałam, to było dziwne. W jednej chwili wszyscy w pomieszczeniu się na mnie spojrzeli.

Ehh, zabijcie mnie. 

Uśmiechnęłam się nieśmiało biorąc w dłoń aparat.

Znowu mu uległam, co jest ze mną nie tak?! Jak widać zapowiada się na to że będzie coraz gorzej.

 A jednak w chwili gdy obdarzył mnie kolejnym uśmiechem 3 okrzyk radości wybuchnął w mojej głowie.


______________________________________

Hejo <3 
Znowu długo przerwa strasznie przepraszam ale mam nadzieje że rozumiecie że mam szkołe i dużo nauki :// 

Mam nadzieje ze rozdział wam sie spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu :*


piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 9

Sky's POV

Nie rozumiałam ani trochę jego zachowania, choć gdy zaproponował koniec tego spotkanie male iskierki szczęścia wybuchnęły w moich oczach. Zastanawiałam się przez chwile co mogłam zrobić źle że tak chciał się mnie pozbyć, ale te myśli sprzątnęła w jednym momencie jedna - Ian. Nie zadzwonił, nie wysłał smsa. Czułam duży skurcz w brzuchu gdy tylko pozmyślałam sobie że za chwile stanę z nim twarzą w twarz. Pożegnanie z Jasonem nie przypominało ani trochę powitania,w zamian za moje "do zobaczenia" dostałam tylko cisze. Ukłuło to moje ego które nienawidziło być ignorowane. Walczyłam z chęcią dowiedzenia się o co chodzi.

Jutro się zobaczycie. 

Podpowiedział głos w mojej głowie. Jutro z nim pogadam. 

Stanęłam przed drzwiami, żadne głębokie oddechy czy zamknięcie na chwile oczu nie pomagały, z każdą chwilą coraz bardziej miałam ochotę zawrócić i uciec gdziekolwiek. Nagle, znana mi dobrze siła, zwana odwagą obudziła się we mnie i znowu pomogła mi przezwyciężyć strach. Nacisnęłam klamkę po czym pchnęłam drzwi. W środku panowała ciemność i cisza, a to znaczy że dom stał pusty.

  Tylko dlaczego zostawił otwarte drzwi.. 

Tak, zmartwiło mnie to cholernie. Odwaga zdążyła już uciec daleko w głąb mnie. 

Coś musiało się stać. 

Uciszałam złośliwe głosy , ale wiadomo że to nie łatwe. Po dwa razy wchodziłam do jednego pokoju by przekonać się że na pewno go tam nie ma. Przeżywałam mały zawał za każdym razem gdy zdawałam sobie sprawę że jestem sama. Sięgnęłam po telefon. Numer zapisany na szybkim wybieraniu, tak dobrze znany. I nic. Znowu spróbowałam. Znowu i znowu. Gdy zrezygnowana już chciałam rzucić telefonem o podłogę ktoś odebrał. 

- Ian?! Boże, martwię się! - Zaszlochałam pod nosem. Serce podchodziło mi do gardła. Płuca nie wytrzymywały wstrzymywanego powietrza. Usłyszałam chichot. Damski chichot. Zamroczyło mnie. 

- I-ian? - Za jąkałam się czując że nie panuje nad własnym głosem jak i ciałem. 

Beep beep beep 

Połączenie zerwane. 

Nie mógł tego zrobić...

W tamtym momencie miałam ochotę zachować się jak te wszystkie panny z takich romansideł, spakować walizki i uciec.. Zamiast tego bezsilnie padłam na kolana. Patrzyłam tępym zamazanym nieco wzrokiem w podłogę. Nie chciałam płakać, tak bardzo tego nie chciałam. Ale duszenie tego w sobie wcale nie było lepsze. Łzy oczyszczały. Pozbywały się całej złości, przykrości, frustracji ze mnie. Byłam gotowa spędzić noc na tamtej podłodze, leżąc w jednej pozycji, robiąc jedną czynność. Nie chciałam o tym myśleć, nie mogłam. 

Przecież to może być coś zupełnie innego, może coś Ci się pomyliło. 

Pragnęłam by to wszystko, całe to zamieszanie okazało się kłamstwem, każda część mojego ciała tego pragnęła, moja dusza i szloch, który wyrywał się co chwile z moich suchych ust. W pewnym momencie poczułam jakby serce zniknęło, roztrzaskało się i już nigdy nie miało wrócić do normalnego stanu.

Ian's POV

- Przyjedź po mnie - Mruknąłem wysilając się na trochę humoru w sobie. Nie mogłem przebywać w domu, nie gdy ona wróci. Było mi wstyd. Nigdy nie chciałem zrobić czegoś co by jej nie odpowiadało. Ale ona wiedziała na co się pisze. Wiedziała że nie jestem ideałem, że wady przeważają mój charakter. Mimo to kochała mnie. Gdy pierwszy raz mi to powiedziała,zapragnąłem ją zatrzymać przy sobie. Sprawić by była moja. 

- Stary, kopę lat! Za chwile będę! - Byłem też wściekły. Wiedziała że jestem zazdrosny. Chorobliwie. Nienawidziłem jak ktoś się za nią patrzył, kręcił wokół niej..nienormalne, taki jestem. Nienormalny. Ubrałem się. 

Baw się, choć raz. Nie myśl. 

Tak właśnie chciałem spędzić tą noc. Może coś zrozumiem, coś ważnego. Taka kłótnia to było nic, a jednak tak bardzo zabolało. Nigdy nie brałem nic do siebie, jak widać coś się zmieniło. Wyszedłem z domu nawet nie fatygując się by zamknąć drzwi wejściowe, nie obchodziło mnie to. Czarne bmw stało na podjeździe. Lakier świecił w słabym blasku przyćmionego słońca. Poprawiłem kurtkę otwierając drzwi samochodu. Wsiadłem witając się z przyjacielem. 

- A więc gdzie? - Zapodał, włączając ponownie silnik, od razu w radiu rozbrzmiał jeden z tych rapsów które uwielbiał. Spojrzałem na niego, wymusiłem lekki uśmiech. 

- Na stare śmieci - Od razu ruszył z piskiem opon. Adrenalina, tego mi brakowało. Odkąd jestem z Sky wszystko się zmieniło, przestałem przebywać ze znajomymi, chciałem być tylko z nią, każdy dzień z nią był inny dlatego byłem pewny że nie zdoła mi się znudzić, chciałem ją chronić i tak byłem zaślepiony że nie zwracałem uwagi na zdanie najlepszego przyjaciela którego olałem. Choć z Tylerem znaliśmy się od tych niezapomnianych młodzieńczych lat. 

- Zostawiła Cie? - Zapytał w połowie drogi odpalając papierosa który leżał na desce rozdzielczej. Milczałem. 

- Koleś...

- Nie zostawiła mnie, nie mówmy teraz o niej, nie mam nastroju - Cała bańka opanowania pękła. Zrozumiał, z resztą jak zawsze. Bez słów podał mi drugiego papierosa. Sięgnąłem po niego. 

- Dzisiaj jesteśmy tylko my i ostra zabawa..

*****

Strasznie długa przerwa wiem, przepraszam <3
Dużo nauki, w tygodniu nie ma kiedy odpocząć nawet bez uczenia się a w weekend nadrabianie :/
Ale teraz mamy trochę wolnego więc dodaje :* 
Niedługo powinien pojawić się następny. 
Mam nadzieje że wam się spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzach ;)


czwartek, 9 października 2014

Rozdział 8

Justin's POV

- Ty idioto - Moje myśli wydostały się z moich ust nieproszone. Nie mogłem uwierzyć w swoją głupotę. Przyjechałem tu by uwolnić się od tego całego zamieszania, od niej. Nie rozumiałem siebie, czułem jakby w środku mnie były dwie osoby które wiecznie się kłócą o sposób w jaki żyje.

Chcesz ją mieć.

Chce, przyznaje ale nie mogę jej mieć!

Chodziłem w te i z powrotem po całym pokoju hotelowym. Bylem tu dopiero dzień a już to pomieszczenie ani trochę nie przypominało go na początku. 

Dobra, uspokój się, przecież nie możesz jej tak teraz wystawić. 

Nie chciałem już myśleć o tym spotkaniu, o niej, po prostu o niczym. Wziąłem szybki prysznic przebrałem się. Wahając się jeszcze przez chwile w końcu wyszedłem z hotelu zamykając pokój na klucz. Jak zwykle na recepcji nikogo nie było. Cały budynek był opustoszały. Zastanawiałem się czy może tylko ja tam wynajmuje pokój.

Wsiadłem do auta i po chwili ruszyłem w drogę.

Co ma być to będzie. Pierwszy i ostatni raz się z nią spotkam.

Sam nadal nie wiem dlaczego w ogóle zaproponowałem to spotkanie.

Twoja ciekawość dupku. 

- Dokładnie - Mruknąłem do siebie odpowiadając na swoje myśli. Miałem jeszcze trochę czasu. Zatrzymałem się na wolnym miejscu parkingowym przed kawiarnią w której pierwszy raz ją zobaczyłem. Nie spodziewałem sie że będzie w niej aż tyle osób. To było aż nienormalne że kolejka wychodziła poza drzwi lokalu. W sumie to było mi na rękę. Miałem jeszcze chwile by w ostatniej chwili zrezygnować.

Czego ja się tak boje? 

Denerwowała mnie myśl że nie mogę być po prostu sobą, że nie mogę być Justinem, że musiałem uciekać z miasta do którego się na prawdę przywiązałem.

Ale to tylko i wyłącznie Twoja wina.

Głos w mojej głowie nie chce się zamknąć i tym samym jeszcze bardziej mnie denerwuje.

Kiedy tak biłem się z myślami i gdy już byłem gotowy by wrócić do hotelu i więcej z niego nie wychodzić kolejka zmniejszyła się tak bardzo że to właśnie ja miałem w tamtej chwili zamawiać. Poprosiłem o dwie zwykłe kawy, moją bez cukru, jej z mlekiem. Musiałem się nieźle naszukać w pamięci by wiedzieć że taką zawsze piła.

Niedługo potem dostałem dwa kubki. Gotowy do wyjścia ruszyłem stawić czoła spotkaniu z przeszłością. Ponownie wsiadłem do auta, kubki postawiłem w specjalnych dziurach na desce rozdzielczej. Byłem spóźniony.

Świetnie się prezentujesz Bieber. 

Prychnąłem w myślach dociskając pedał gazu. Niemal od razu ją zauważyłem. Długie proste włosy ruszające się pod powiewem zimnego wiatru. Wziąłem ostatni głęboki oddech by zacząć trzeźwo myśleć. Wyszedłem z auta.

Jeszcze możesz się wycofać. 

- Nie, już za późno - Mówię bezgłośnie i w tej chwili staje tuż za nią. 

- Hej - Przybliżyłem się by móc ją przytulic. Ciężko było mi ją objąć gdy w moich dłoniach znajdowały się kubki z kawą. Zaśmiałem się. Przymrużyłem oczy nie tylko dlatego że poczułem te perfumy co przed laty ale dlatego że nagle spięła się.

Jest źle.

- Co się stało? - Zapytałem szybko. Jej oczy w jednej chwili zmroziły mnie śmiertelnie poważnym wzrokiem. Przypatrywała się tak przez dłuższą chwile. Zacząłem się niepokoić. Jednak po chwili zaśmiała się melodyjnie.

Uff.

- Zamyśliłam się  - Nie wiedziałem o co jej chodzi. Odebrała ode mnie jedną kawę. Wytłumaczyłem swoje spóźnienie, jednak mało ją to obchodziło. Upijała łyki swojej kawy wyglądając na kompletnie znudzoną. Prowadziliśmy przez chwile krótką konwersacje, ja pytałem ją o różne rzeczy z których na prawdę dużo się dowiedziałem. Ona też próbowała mnie o coś pytać, ale bałem się że dowie się prawdy.

- Dlaczego tu przyjechałaś? - W końcu rozmowa zaczęła schodzić na tematy na które wręcz potrzebowałem odpowiedzi. Pierwszy raz od jakiegoś czasu spojrzała prosto w moje oczy. 

- Dlaczego o to pytasz? 

- Ciekawi mnie to - Wzruszyłem ramionami choć w głębi duszy tak bardzo chciałem by mi szybko odpowiedziała. 

- Sprawy prywatne - Uśmiechnęła się, zwalniając trochę tępa. 

- Już zmęczona? 

- Nie ma się tej kondycji - Stanęła w miejscu kładąc ręce na biodrach. 

- Skoro tak to nie pozostaje nam nic innego jak odpocząć sobie tutaj - Kiwnąłem głową w stronę jednej z restauracji które w tej chwili mijaliśmy. Zmarszczyła brwi. Wahała się, poznałem to po przerwie w której  nic nie mówiła. 

- To nie była propozycja, to był rozkaz - Przygryzła wargę.

Serio? Nadal to robisz? 

Bez słowa ruszyła za mną do małej restauracji. Gdy tylko przekroczyliśmy próg budynku od razu uderzyło w nas przyjemne ciepło. Zajęliśmy stolik w samym rogu rogu sali. Nie odezwała się nadal do mnie ani jednym słowem. Widziałem po wyrazie jej twarzy że była nieco zakłopotana.

- Zawsze jesteś taka spięta? - Zapytałem gdy usiadłem naprzeciwko niej. Wlepiając wzrok w jej śliczne niebieskie oczy. Zamrugała parę razy biorąc głęboki oddech.

- Dzisiaj jestem jakaś dziwna..przepraszam - Mruknęła. Jedna z kelnerek krążących cały czas wokół reszty stolików podeszła do nas. Zamówiliśmy dwie herbaty. Oczywiście Skylar wymigiwała się od przedłużania tego spotkania, mówiła że ma ważne rzeczy do zrobienia, że nie ma czasu.

Pewnie chciałaby być już ze swoim chłopakiem..

Nawet jeśli, to nie moja sprawa.

Mimo wszystko namówiłem ją by została jeszcze na chwile. Nasza nowa znajomość nie zapowiadała się dobrze, było czuć że od samego początku za mną nie przepadała.

A to dziwne..jakoś przedtem świata poza mną nie widziała. 

Potrząsnąłem głową by w końcu pozbyć się tych irytujących głosów z mojej głowy.

- Może zróbmy tak, ja ci powiem coś o sobie, w zamian za to Ty mi powiesz dlaczego tu przyjechałaś. Zgoda?

- Dlaczego Ci tak bardzo na tym zależy? - Nieco się oburzyła ale zignorowałem to.

- Mówiłem już, ciekawski jestem, taka natura - Kąciki moich ust powędrowały ku górze. Ona też, mimo wszystko uśmiechnęła się.

- W takim razie Ty mi najpierw zdradź dlaczego akurat tu przyjechałeś, dlaczego to miasto? - Uniosła brwi.

A więc pora na jakieś dobre kłamstwo. 

- Lubie podróżować, przed tym miejscem zamieszkiwałem ich sporo. Zatrzymałem się tu bo.. - Oblizałem suche wargi - Ludzie są niezwykli. - Nie miałem pojęcia czy to może wyobraźnia płata mi figle ale zauważyłem na jej policzkach niemal niewidoczne rumieńce.

Uważaj bracie bo za chwile i Ty staniesz się burakiem. 

Dotknąłem policzka chcąc sprawdzić czy rzeczywiście poczuje ciepło.

Jeszcze nie. 

- Teraz Ty - Ta sama kelnerka na małej tacy przyniosła dwa kubki wypełnione gorącą herbatą. Westchnęła piorunując mnie wzrokiem, ale mimo to zaczęła wreszcie mówić.

- Problemy w sprawach miłosnych - Zaśmiała się cicho - To głupie - Niezręcznie podrapała się po głowie. Słuchałem, choć dobrze wiedziałem co chce powiedzieć. Nie wiedziałem tylko czy na prawdę chce to usłyszeć.

- Uciekłam od chłopaka, ale nie myśl sobie że zrobiłam to tak po prostu...nie dało się z nim żyć. Mimo że go strasznie kochałam to mnie to przerosło, codziennie byłam przerażona - Uśmiechała się, ale ten uśmiech ewidentnie był smutny i jednocześnie strasznie wymuszony. Znieruchomiałem.

- Do tej pory nie wiem jak udało mi się uzbierać tyle siły by uciec. Nienawidzę go, nienawidzę go dlatego że przez niego opuściłam wszystko co kochałam, rodzinę, przyjaciół. Nie poszłam nawet na studia... Nienawidzę go za to że zmusił mnie bym z niego zrezygnowała. - Pierwsza łza spłynęła po jej policzku. Usprawiedliwiła ją jedynie śmiechem.

- Przepraszam, gadam teraz głupoty - Zatkało mnie. Pierwszy raz nie wiedziałem kompletnie co powiedzieć.

- Ale to Twoja wina. - Zaśmiała się ponownie. Wtedy się ocknąłem.

- Idziemy? - Wstałem ze swojego miejsca jak poparzony. Chciałem po prostu pozostać sam ze sobą.

Cała ta sytuacja na prawdę wymknęła się spod kontroli. Nie tak wyobrażałem sobie jej słowa. Jedno zdanie krążyłp wciąż i wciąż w mojej głowie.

'Nienawidzę go za to że zmusił mnie bym z niego zrezygnowała'

Dopiero butelka whiskey wreszcie pozbyła się ich, choć nie na długo..


************************

Hej <3
Dzieje się dzieje ;) 
Mam nadzieje że rozdział wam się spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu :*




niedziela, 28 września 2014

Rozdzial 7

Sky's POV


- Spotkanie? Z kim? - Od razu gdy usiadłam obok niego na kanapie zaczęło się codzienne przesłuchanie. Był strasznie nadopiekuńczy. Jak ojciec. Czasem aż za bardzo.

- Z koleżankami, nie znasz - wlepiałam wzrok w telewizor starając się z całych sił żeby nic po mnie nie poznał. Lecz jak zwykle się nie udało.

- Spójrz mi w oczy - Nastała cisza. Na jego prośbę czy może raczej polecenie pokręciłam tylko przecząco głowa. Niemal od razu po tym geście chwycił delikatnie mój podbródek mimo mojej woli sprawiając że spojrzałam prosto w jego błękitne oczy.

- Powiedz mi prawdę.

- Ale..

- Nie Sky. Ja wiem kiedy kłamiesz lub nie do końca mówisz cala prawdę. - Uśmiechnął się lekko. Ja natomiast byłam spięta. Nie wiedziałam czy  powinnam się przyznać.

- Wiec? - Zachęcał mnie gdy zauważył ze nie mam nic do powiedzenia. Wywróciłam oczami nieco się od niego oddalając.

- Wiesz.. to nic wielkiego - nerwowo zachichotałam kładąc dłonie na swoich udach. - w mojej pracy pojawił się nowy pracownik. - spojrzałam przez chwile na jego twarz by wyczytać jakiekolwiek emocje.

- Poprosił mnie - Przełknęłam ślinę. Ian chwycił mnie za dłoń zachęcając mnie bym kontynuowała. - Żebym oprowadziła go po mieście - Dokończyłam.

- Przecież Ty go w ogóle nie znasz - Niemal od razu  odezwał się mocniej ściskając moja dłoń. Druga wolna ręką przeczesałam swoje włosy.

- Tak wiem, ale on wydawał się na prawdę miły..

- Sky..

- Nie Ian, przestań myśleć że wszyscy w tym mieście są źli i chcą mi coś zrobić. To na prawdę staje się już męczące - Westchnęłam wstając z miejsca.

- Ja się po prostu martwię - ponownie pociągnął mnie w dól dalej trzymając moja rękę.

- Jestem dorosła, umiem zadbać o siebie. - Uniosłam się a ton mojego głosu był o wiele bardziej oschły niż zamierzałam.

- Nie chce żebyś szła - Szepnął, a na moim ciele zagościły dreszcze.

- Pójdę tylko na chwilę, pogadam z nim i wrócę do domu. - Spuściłam wzrok. Zamilkł na chwile. Słyszałam jego ciężki oddech.

- Nie pójdziesz. Nie wiem do czego może być zdolny ten facet.

- Wiesz co, nie chce mi się tego słuchać., wychodzę. - wyrwałam swoja dłoń i ponownie wstałam z miejsca. Przeszłam przez salon kierując się do hallu.

- Nie - poczułam dłoń na moim ramieniu. Zrzuciłam ja ubierając buty i zakładając kurtkę. Nie patrzyłam mu w oczy, bałam się że jeżeli to zrobię to jak zwykle mu ulegnie. Nie mogłam znowu pozwolić na to by ktoś mną zawładnął.

- Słyszysz co do Ciebie mowie? - Znowu chwycił moja dłoń próbując mnie zatrzymać. Wtedy po prostu musiałam, musiałam spojrzeć mu w oczy.

- Tak, słyszę - Przygryzłam wargę. - I nie mogę uwierzyć że zachowujesz się jak Justin - To było ostatnie co tego wieczoru do niego powiedziałam. Trzaskając drzwiami wyszłam z domu. Włożyłam jedną dłoń do kieszeni próbując się doszukać kluczyków do samochodu które tam zostawiłam. Gdy poczułam zimny metal wyciągnęłam je i szybko wsiadłam do auta w obawie że Ian będzie chciał iść za mną. A jednak tego nie zrobił. Nie wiedzieć czemu byłam wściekła, a łzy które pojawiły się na moich policzkach nie były wywołane smutkiem. One symbolizowały totalna bezradność. 

To pierwszy i ostatni raz, zobaczysz. 

Nawet nie wiem jakim cudem udawało mi się prowadzić auto. Moje myśli zupełnie nie zajmowały się tym. One krążyły wokół doskonałości Iana która roztrzaskała się na milion kawałków przed chwila w naszym domu. Nie miałam celu podróży, na spotkanie z Jasonem było o wiele za wcześnie. Zatrzymałam się jednak przed miejscem mojej pracy. Zgasiłam silnik, wyjęłam kluczyki i oparłam głowę o zagłówek. Przymknęłam oczy.  Zima powoli zaczynała dawać się we znaki. Wzdrygnęłam się zimnem i ponownie włożyłam kluczyki do stacyjki by włączyć ogrzewanie. Odruchowo sprawdziłam w telefonie godzinę. Zauważyłam że Ian nawet nie próbował do mnie dzwonić. Prychnęłam rzucając komórkę na siedzenie obok. Pogrążyłam się w swoich myślach i nim się obejrzałam było już po wyznaczonej godzinie naszego spotkania. Wyglądałam przez szybę ale nigdzie go nie widziałam. 

Niech jeszcze ten mnie oleje to będę naprawdę szczęśliwa. 

Słowa w mojej głowie ociekały sarkazmem. Wzięłam kluczyki, torebkę i powoli wyszłam z auta. Zamknęłam go. Ludzi było znacznie mniej niż zwykle o tej porze. Pewnie przez temperaturę.

  Inni sobie siedzą w ciepłych domach a ja się szlajam za jakimś chłopakiem. 

Gdy palce u moich stóp zaczęły odmarzać zaczęłam wymyślać na Jasona wszystkie wyzwiska jakie znałam. Dlatego tak strasznie zrobiło mi się głupio gdy stanął przede mną z dwoma kupkami gorącej kawy.Mimo wszystko uśmiechnęłam się.

- Hej - Podszedł do mnie bliżej i nie przejmujac sie ze miał w rekach kubki nieudolnie próbował mnie przytulic. Śmiech wydobył się z jego ust. A ja zesztywniałam.

- Co się stało? - Zapytał zauważając mój dyskomfort. Spojrzałam na niego. Przypatrzyłam się chwile na niego na prawdę poważnym wzrokiem.

Ten śmiech, ja go już znam. 

Zaśmiałam się jednak. To niedorzeczne. Uzna mnie w końcu za wariatkę. 

- Zamyśliłam się - wytłumaczyłam odbierając od niego jedną kawę. Od razu upiłam jeden łyk, a gorąca ciecz przyjemnie rozlała się po moim brzuchu. 

- Dziękuje - Kiwnęłam w kierunku swojego białego kubeczka. 

- Nie ma za co, powinienem Cie w sumie przeprosić bo to właśnie przez te kawy spóźniłem się. - Zarumieniłam się. 

- W porządku - Przez chwile nastała niezręczna cisza, a my staliśmy, blisko siebie, po środku małego tłumu ludzi. 

- Idziemy? - Odezwał się w końcu stawiając pierwszy krok. Przytaknęłam upijając kolejne łyki uważając by się nie oparzyć. 

O czym my mamy niby rozmawiać?! 

Zagryzłam niezręcznie wargę próbując wymyślić jakiś doby temat na początek ale gdy tylko próbowałam coś powiedzieć coś mnie powstrzymywało. A gdy tylko na niego spojrzałam w żadnym stopniu mi nie pomagał. Ewidentnie czekał aż ja coś powiem. 

- Opowiedz mi coś o sobie - Wydusiłam z siebie lekko kaszląc. Jason zdążył już wypić dlatego nieco się oddalił wyszukując kosza. Dopiero gdy wrócił odpowiedział ściszonym tonem. 

- Nie mam w sumie nic do opowiedzenia - Mruknął. 

Strasznie tajemniczy. 

Nie wiedziałam czy może drążyć ten temat, nie miałam chyba odwagi by go przycisnąć. Odchrząknęłam dalej dotrzymując mu kroku. 

- A Ty? Opowiesz mi coś o sobie? - Prychnęłam w myślach. On nic mi nie powie a ja mam mu sie spowiadać? 

Niesprawiedliwie. 

- Co chcesz wiedzieć? Pytaj. - Dopiłam ostatki łyk rzucając kubek do najbliższego kosza. 

- Gdzie mieszkasz? - Spojrzałam na niego. 

Czy mogę mu zaufać? Czy może mam się go bać, udawać niedostępną..

- Niedaleko, dzielnica niezbyt przyjemna, zwyczajna, Shelby Ave - Wzruszyłam ramiona, choć w od razu przypomniałam sobie o Ianie, zupełnie nie wiedziałam co teraz robił i czy w ogóle był w domu. 

- Mieszkasz sama? 

Jakby czytał mi w myślach. 

- Nie, mieszkam z chłopakiem - Nie rozumiałam dlaczego mu to wszystko mówiłam jakbyśmy się znali od dawna, a przecież nic o nim nie wiem. 

- Masz chłopka. - Mruknął pod nosem. Usłyszałam chociaż udawałam że moje uszy tego nie wychwyciły.

- Od dawna pracujesz u Cece i Kelly? - Zmienił temat. Zaczynało mi być coraz zimniej a do tego czułam się strasznie nie komfortowo. 

- Trzy lata -  Ta rozmowa na prawdę była nudna, chciałam już być po prostu w domu. Wtedy nasza rozmowa zaczęła zchodzić na tematy o których chciałam zapomnieć...

*****

Kolejny rozdział, znowu coś sie dzieje. Ta cała historia dopiero się rozkręca ;)
Mam nadzieje że wam sie podoba i skomentujecie moja prace <3

środa, 17 września 2014

Rozdział 6

Justin's POV


- Pokojówka! - krzyknął nagle ktoś zza drzwi. Jęknąłem. Zwlokłem się z łóżka. Otworzyłem drzwi za którymi stała niska blondynka dużo starsza ode mnie.

-Czego? -Warknąłem nie będąc przyzwyczajonym do wstawiania o tak wczesnej porze.

-Przyniosłam świeże ręczniki i pościel dla pana - Jej głos był miły przez co poczułem lekkie wyrzuty sumienia. Spojrzałem na nią przepraszającym wzrokiem i odebrałem od niej tkaniny.

- Dziękuje - po chwili odeszła pukając do pozostałych drzwi na tym pietrze. Rzuciłem ręczniki i pościel a łóżku spoglądając na zegarek by sprawdzić która godzina. Dopiero za godzinę zaczynał się mój pierwszy dzień w pracy. Mimo to wszedłem do łazienki biorąc poranny prysznic, ubrałem się w luźne ciuchy. 

Wykonałem wszystkie poranne czynności co nie było czymś niezwykłym. Postanowiłem już wyjechać. W końcu jeszcze muszę się poznać z cala ekipa, wiedzieć co robić. Zamknąłem swój pokój a klucz schowałem do kieszeni. Droga samochodem do domu mody nie była daleka, szybko znalazłem wolne miejsce przy budynku bo chwili do niego wchodząc. Dokładnie tak jak wczoraj ruszyłem ta sama droga. Tym razem w studiu było znacznie więcej osób. Trzech chłopaków, i trzy dziewczyny.

- Oo, jesteś już, nie spodziewałyśmy się ze tak szybko przyjdziesz w moja stronę ruszyły dwie kobiety, jedna Cece, druga zaś Kelly. Uśmiechnąłem się w och stronę.

- Jak to się mówi, zawsze trzeba zrobić dobre pierwsze wrażenie - Zaśmiały się razem ze mną. Zacząłem witać się z pozostała dwójka osób. Ten chłopak..Caleb, widziałem go tu już wczoraj ale Taylor widziałem po raz pierwszy. W całym domu mody, jak już zdążyłem zauważyć, było o wiele więcej osób ale ta oni robili jak mniemam rzeczy najważniejsze. Dziewczyna była modelka, co mogłem stwierdzić od razu nawet nie znając tego faktu. Chłopak zaś był od strojów, tła, rekwizytów, co powiedział mi chwile potem.  Natomiast ja miałem być oświetleniowcem. Nakierowywać reflektory odpowiednio na modelkę żeby zdjęcie wyszło perfekcyjnie.

- jesteś stąd, czy przeprowadziłeś się tutaj? - Zapytała serdecznie Taylor wiążąc kucyka na swojej głowie. Od razu przeniosłem na nią wzrok, oblizałem usta.

- Umm, jestem z Caroliny Północnej..mieszkałem w sumie dość blisko Jacksonville - Odpowiedziałem widząc że wszyscy się tym zainteresowali.

-Ile masz lat? Oczywiście jeśli mogę wiedzieć - Zaśmiała się patrząc na mnie nieco uwodzicielskim wzrokiem.

- Mam 22 lata - Odwróciłem od niej wzrok czując się nieco niezręcznie.

- A dlaczego się tu przeprowadziłeś?.. - W tym momencie Kelly przerwała jej dzięki czemu nie musiałem odpowiadać. Na szczęście. Kobieta patrzyła w zegarek na swojej dłoni.

- Jeszcze fotografa nie ma, jak zawsze musi się spóźnić. Mam już jej powoli dość - Zmarszczyłem brwi. Myślałem że byliśmy tu  już wszyscy. nagle, jakby na zawołanie, wielki drzwi otworzyły się ze skrzypem. O wilku mowa.

- Jestem!  

-Przepraszam za.. - Dziewczyna przerwała w chwili gdy na mnie spojrzała.  nie mogłem uwierzyć własnym oczom. To była ona. Dokładnie tego się obawiałem. Znowu wpatrywaliśmy się w siebie jakby poza nami nie było nikogo w pomieszczeniu.   Stałem nieruchomo.

- No nareszcie. Ile można na Ciebie czekać Sky - Sky.. - Twoje spóźnienia staja się już na prawdę denerwujące. Dziewczyna spojrzała na Cece niemal od razu.

-Tak wiem, przepraszam - Niezręczny grymas pojawił się na jej twarzy. Niespodziewanie znowu na mnie zerknęła. Położyła duże pudło które miała w rekach obok.

-Dobrze że kupiłaś te klisze... - Przerwała spoglądając na nas.

-Sky, to jest Jason, będzie oświetleniowcem, sama skarżyłaś się na światło wiec on się tym zajmie. - na prawdę nadal nie mogłem uwierzyć to ze stoję przed nią, ze ona jest w pobliżu. Przecież jeszcze dwa dni temu nigdy bym nie pomyślał że coś takiego się wydarzy. Przecież to nierealne. Wyciągnąłem w jej stronę dłoń. Uśmiechnęła się lekko a na jej policzkach pojawiły się dołeczki. Zawsze mi się podobały.

- Jason

- Skylar - Nie wiedziałem że a tak bardzo się zmieniłem ze mnie nie poznała. To dziwne, chociaż musiałem przyznać ze nieco cieszyłem się z tego faktu. Chociaż przez chwile mogłem wszystko dyskretnie ponaprawiać bo jednak wiedziałem ze kłamstwo ma krótkie nogi.

- A wiec skoro się już wszyscy znamy, to do roboty - Cece klasnęła uradowana w dłonie oddalając się do pomieszczenia obok.

Przez te godziny jedyne co robiłem to uważnie obserwowałem każdy jej ruch. Nie zwracałem uwagi nawet na to ze nieraz mnie na tym przyłapała. Zastanawiałem się kiedy w końcu przyzwyczaję się do myśli ze ona jednak żyje. Pff, Pewnie nigdy. W sumie, zastanawiałem się długo nad tym czy chciałbym z nią stworzyć znowu jakikolwiek kontakt. Jeszcze wczoraj miałem nadzieje ze jej więcej nie spotkań, ale w nowym świetle jakie rzuciła na nas ta sytuacja myślę ze to szansa. Szansa by wszystko od nowa naprawić.

Ona tez się zmieniło, co prawda Noe tak bardzo ze mogłem jej nie rozpoznać. Wydoroślała, to zauważyłem za pierwszym razem. Praca zaczynała dobiegać końca, zbieraliśmy się wszyscy powoli do domu.

- Ej, Caleb! - Zawołałem go, gestem zachęcając by do mnie podszedł. Staliśmy za tłem, reszta była zajęta wrzucaniem zdjęć do firmowego komputera.

- Co jest? - Zainteresowany patrzył na mnie . W dłoni trzymał kubek z herbatą która jeszcze parowała.

- Przyjaźnisz się ze Skylar prawda? - Zapytałem od razu nie mając czasu. Dziewczyna nie mogła zobaczyć e rozmawiamy. Zmarszczył brwi.

- No tak - Mruknął - A co? - dodał po chwili upijając łyk z kubka. Oblizałem nerwowo wargi wyglądając czy aby na pewno nikt nie patrzy.

- Daj mi jej numer - Powiedziałem prosto z mostu patrząc na niego. Przełknął to co miał w buzi i odezwał się.

- A potrzebny jest on ci doo..?

- Nie istotne, po prostu mi go podaj, proszę - Miałem skrytą nadzieje że ulegnie. Po chwili namysłu, wypuścił ze świstem powietrze.

- Okej, ale jak coś kombinujesz przeciwko niej to się policzymy - Uśmiechnął się w dziwny sposób ale zignorowałem to. Wyciągnąłem swój telefon i zapisałem po kole wszystkie cyfry jaki po kolei mi podawał.

- Dzięki - Poklepałem go po ramieniu.

 Pokręciłem się jeszcze trochę przez chwile po studiu, pożegnałem się z Cece i Kelly i wyszedłem z budynku. Nie chciało i się wracać do hotelu, nie miałem tam nic do roboty. Nie wiedziałem zbytnio też co mógłbym robić na mieście. Przysiadłem sobie na schodach obserwując wszystkich przechodniów. Temperatura znacznie różniła się od tej wczorajszej. Dzisiaj było zimniej. Przeczesałem ręką włosy.

- Hej, umm Jason? -  poczułem dłoń na swoim ramieniu. Zdezorientowany obróciłem głowę i zauważyłem Skylar. Uśmiechnęła się do mnie.

- Tak? - Zmarszczyłem brwi. Zanim odpowiedziała, usiadła obok mnie na schodach. Po chwili namysłu odpowiedziała.

-Chciałabym żebyś mi wytłumaczył co się stało wczoraj w kawiarni, nie bardzo rozumiem co to była za sytuacja - Spojrzała mi w oczy. Zawsze podobały mi się jej oczy, miały coś w sobie na prawdę magicznego. Przygryzłem wargę. Musiałem szybko wymyślić jakieś kłamstwo.

-Ahh, to nic, przepraszam Cie, ale po prostu pomyliłem Cie z kimś, to wszystko - W duchu przeklinałem się za tak durną wymówkę. Jednak dziewczyna po chwili przytaknęła.

-Dlaczego tak tu siedzisz? Sam? Idź do domu - Zagadała.

- Hmm - podrapałem się niezręcznie po karku. W sumie sam nie wiedziałem dokładnie dlaczego tu siedziałem. W jednej chwili do głowy przyszedł mi jeden pomysł. - W sumie to czekałem tu właśnie na ciebie - Mruknąłem cicho. Skoro już byliśmy tu, we dwoje, razem i zanosiło się na to że mieliśmy się widywać codziennie, musiałem zacząć działać. Zmarszczyła zabawnie brwi.

-  Na mnie, dlaczego? - Spytała, jej wzrok wypalał dziurę w mojej twarzy.

- Chciałem przejść się z kimś na spacer - Przerwałem oblizując wargi -  A że nie znam tu nikogo, to pomyślałem że Ty zgodzisz się mnie oprowadzić - Brzmiało to dziwnie. Nie wiedziałem czy się zgodzi.

- Och - westchnęła na chwile odwracając wzrok - Jasne, pewnie - Dodała po chwili cicho chichocząc.  Uśmiechnąłem się do niej szczerze.  Chciałem ją poznać na nowo. To było pewne.

-W takim razie widzimy się tutaj o 18, pasuje? - zaproponowałem wstając z zimnego marmuru otrzepując spodnie. Po chwili zrobiła to samo, a na moje pytanie odpowiedziała tylko skinięciem.

- To do zobaczenia - Odwróciłem się przechodząc przez tłum ludzi kierując się w stronę mojego auta.
Nie miałem pojęcia co z tego wyniknie i czy powinienem się w to znowu pakować, ale gdy ją zobaczyłem...wiedziałem że chce ją mieć.

******

No no zaczyna się powolutku ;)
 Mam nadzieje że rozdział wam się spodobał i wyrazicie swoje opinie w komentarzu <3




środa, 3 września 2014

Rozdział 5

Sky's POV

Delikatny dotyk na moim policzku sprawił że niemal od razu otworzyłam oczy. Zobaczyłam tak bardzo znane, niesamowite, niebieskie oczy. Uśmiechnęłam się co po chwili odwzajemnił.

-dzień dobry - Przytuliłam się do niego mocniej ziewając.

- Jesteś spóźniona - Mruknął w moje włosy niemal nie słyszalnie. Jęknęłam.

- Nie mogłeś mnie obudzić? - Chociaż bardzo nie chciałam to musiałam się zwlec z ciepłego łóżka.

- Przecież wiesz że nie lubię gdy musisz mnie zostawiać z samego rana - Ciągle mnie obserwował. Wywróciłam oczami przelotnie całując go w usta. Biorąc swoje ciuchy weszłam do łazienki. nie miałam czasu nawet na najkrótszy prysznic dlatego szybko pomalowałam się, umyłam zęby i uczesałam włosy. Wyszłam z łazienki zwracając się do Iana.

- Wezmę Twoje auto - Przytaknął podając mi kluczyki z przyczepionym breloczkiem ode mnie. Uśmiech pojawił się na moim ustach. Pożegnałam się z nim schodząc na dół. Założyłam buty. Pod ramie wzięłam pudło z kliszami a jabłko w dłoń. Wyszłam z domu po chwili pakując się do auta. Od razu ruszyłam, do pracy. Wiedziałam że Cece i Kelly będę znowu złe, w końcu nie pierwszy raz mi się to zdarzyło. Raz nawet nie pojawiłam sie w pracy bo ktoś (czyt. Ian) nie chciał mnie wypuścić nawet z łóżka. Uśmiechnęłam się lekko.

Już po chwili byłam na miejscu. Wysiadłam biorąc pudło  wyrzucając ogryzek ze zjedzonego jabłka do kosza obok schodków. Weszłam do środka budynku od razu kierując się w stronę studia fotograficznego.

- Jestem! - Krzyknęłam - Przepraszam za.. - W pokoju było nas więcej niż dotychczas. Przyjrzałam się znajomej buzi. Zrobiłam parę kroków w przód.

- No nareszcie. Ile można na Ciebie czekać Sky. Twoje spóźnienia staja się już na prawdę denerwujące - Natychmiast spojrzałam na Cece.

- Tak wiem, przepraszam bardzo - Grymas pojawił się na mojej twarzy, lecz znowu spojrzałam na chłopaka. Tego samego którego spotkałam w kawiarni. Znowu wlepiał we mnie wzrok tym razem bardziej zszokowany i speszony. Odstawiłam pudło na bok.

- Dobrze że kupiłaś te klisze.. - Zatrzymała się pewnie zauważając że chłopak i ja intensywnie wymieniamy się spojrzeniami.

-Sky, to jest Jason, będzie oświetleniowcem, sama skarżyłaś się na światło więc on się tym zajmie - Wyciągnął w moją stronę dłoń choć wyraz jego twarzy się zmieni zmienił. Uścisnęłam jego rękę lekko się uśmiechając.

- Jason

- Skylar

- A więc sokor się już wszyscy znamy, to do roboty - Cece klasnęła w ręce.

Nie wchodziliśmy sobie w drogę, on robił swoje, ja swoje. To by było normalne gdyby nie to że cały czas na mnie patrzył. Czułam się strasznie niekomfortowo, ale nie miałam odwagi powiedzieć mu by się odczepił, z drugiej strony tylko o tym marzyłam. Nie zrobił na mnie dobrego pierwszego wrażenia, a jednak coś w nim było, tylko co, tego dokładnie nie wiedziałam. Gdy wreszcie zbliżaliśmy się do końca pracy a wszystkie zdjęcia zostały wrzucone na dysk, mogliśmy zacząć się zbierać.

- Niezły ten nowy chłopak, jak mu tam...McCann, Jason McCann - Podszedł do mnie Caleb z kubkiem herbaty w ręku. Tak, Caleb jest gejem, nie przeszkadza mi to, w sumie nikomu to nie przeszkadza. Zainteresowałam się tym co mówił gdy wspomniał o tym chłopaku.

- Wiesz coś o nim?-, podążyłam za nim wzrokiem. Tym razem chłopak na mnie nie patrzył, majstrował coś jeszcze przy światłach.

- Przyjechał z Caroliny Północnej, stamtąd gdzie Ty kiedyś mieszkałaś - Mówił, a ja słuchałam uważnie bo może to dziwne, ale na prawd mnie to interesowało. Chociaż muszę przyznać że jego głos był trochę dziwny. jak by się czymś przejmował.

- Z Jacksonville? - Zmarszczyłam brwi.

- Gdzieś blisko tego miasta - Wytłumaczył szybko. Westchnęłam, odwracając wzrok. Widocznie trochę się spóźniłam skoro zdążyli go tak poznać.

- Na mnie już pora, pewnie Ian potrzebuje samochodu, widzimy się jutro - Pocałowałam go w policzek. Przewiesiłam sobie torbę przez ramie i wyszłam z domu mody. Co dziwne, zauważyłam że Jason siedział na schodkach przed budynkiem. Podeszłam powoli do niego bacznie obserwując. Nie wiedziałam czy powinnam się do niego odezwać, a jednak zaryzykowałam.

- Hej, umm Jason? - Dotknęłam jego ramienia przez co automatycznie odwrócił głowę w moją stronę. Był ewidentnie zaskoczony.

- Tak? - Zdezorientowanie było wymalowane na jego twarzy. Przysiadłam się do niego, choć marmurowe schody były dosyć zimne.

- Chciałabym żebyś mi wytłumaczył co się stało wczoraj w kawiarni, nie bardzo rozumiem co to była za sytuacja - Spojrzałam mu w oczy chociaż wcześniej nie miałam odwagi. Tym razem były trochę ciemniejsze niż wcześniej. Tylko u jednej osoby widziałam takie oczy..

- Ahh, to nic, przepraszam Cie, ale po prostu pomyliłem Cie z kimś, to wszystko - Uśmiechnął się nie zręcznie. Jakoś tego nie kupiła, ale udawałam że rozumiem. Pokiwałam głową.

- Dlaczego tak tu siedzisz? Sam? Idź do domu - Uśmiechnęłam się. Czułam wibracje telefonu w torebce jednak zignorowałam go.

- Hmm - Podrapał się po karku - W sumie to czekałem tu właśnie na ciebie - Mruknął. Od razu zmarszczyłam brwi i poczułam jak moje policzki się zaróżowiły.

- Na mnie, dlaczego? - Zapytałam dalej wlepiając wzrok w jego twarz. Przygryzł wnętrze policzka.

- Chciałem przejść się z kimś na spacer - Oblizał wargi. Seksowne. Potrząsnęłam głową. Co Ty wygadujesz? - A że nie znam tu nikogo, to pomyślałem że Ty zgodzisz się mnie oprowadzić - Nie miałam na to czasu, ale sama nie wiem czemu, nie mogłam mu odmówić.

- Och - Zagryzłam wargę. - Jasne, pewnie - Zaśmiałam się lekko. Chciałam go poznać. Uśmiech od razu pojawił się na jego twarzy. Ciepły, szczery uśmiech. Pierwszy jaki widziałam na jego ustach.

- W takim razie widzimy się tutaj o 18, pasuje? - Wstał ze swojego miejsca. Zrobiłam to samo. Przytaknęłam niezręcznie bawiąc się swoimi palcami. Nie wiedziałam jak mam się przy nim zachowywać.

- To do zobaczenia - Z tym samym uśmiechem na ustach oddalił się znikając w tłumie ludzi. Stałam tam jeszcze przez chwile zupełnie zdezorientowana. Znaliśmy się niecały dzień, już na samym początku uznałam go za dziwnego. Miałam mieszane uczucia co do tego spotkanie. Ale to przecież zwykły spacer. Nic ci się nie stanie. Wtedy poczułam kolejne wibracje telefonu w torebce. Wyciągnęłam go i szybko odebrałam rozmowę.

- Tak tak, już idę - zaśmiałam się lekko.

- Och, ja tylko sprawdzałem czy ten Caleb dał mi twój dobry numer.

****
Pisze mi się to opowiadanie bardzo dobrze, na każdy rozdział mam wenę i chęć do pisania. Wciąż nowe pomysły w głowie, dlatego mam nadzieje że wam się podobają i wyrazicie swoje opinie w komentarzach.